Strona startowa     Kontakt     Poczta... Basic information about the town in english
Urząd Miejski w Suchej Beskidzkiej
 
Imieniny     Kalendarz     Pogoda     BIP
 INFORMATOR MIEJSKI
Aktualności, informacje
Archiwum aktualności
Archiwum informacji
Pogoda
Wyszukaj na stronie
Tablica ogłoszeń
 NASZE MIASTO
O Suchej Beskidzkiej
Herb miasta
Historia miasta
Zabytki miasta
Położenie miasta
Mapa miasta
Mapa centrum
Galeria fotografii
 WŁADZE MIASTA
Burmistrz Miasta
Z-ca Burmistrza Miasta
Rada Miasta
Komisje Rady Miasta
 URZĄD MIEJSKI
Informacje ogólne
Burmistrz miasta
Struktura urzędu
Przetargi
Jak załatwić sprawę w UM
Elektroniczna
    Skrzynka Podawcza
Planowanie strategiczne
Oferta Inwestycyjna
 JEDNOSTKI GMINNE
Jednostki organizacyjne
Instytucje kultury
Miesięcznik Ziemia Suska
Kronika Straży Miejskiej
 PRAWO LOKALNE
Statut Gminy
Uchwały Rady Miasta
Zarządzenia Burmistrza
    Budżet Gminy 2011
Budżet Gminy 2010
Wzory formularzy
Podatki i opłaty lokalne
Profilaktyka uzależnień
Przeciwdziałanie przemocy
Obrona Cywilna
Segregacja odpadów
Regulamin utrzymania     czystosci i porządku
 ORGANIZACJE
 POZARZĄDOWE
NGO w Gminie
Wykaz stowarzyszeń
 ADRESY, TELEFONY
Baza przedsiębiorstw
Instytucje, urzędy
Noclegi
Restauracje
Apteki
Banki
Służba zdrowia
ksiazka telefoniczna firm
 KOMUNIKACJA
Komunikacja
 BEZPIECZEŃSTWO
Straż Pożarna
OSP - Miasto
OSP - Błądzonka
 KULTURA I SPORT
Miejski Ośrodek Kultury
Galeria Sztuki ZAMEK
Biblioteka publiczna
Muzeum Miejskie
Izba regionalna
Kompleks sportowy
    - Orlik 2012
Kryta pływalnia
MKKS Babia Góra
BK Karate-Seido
UKS "Jasień"
UKS BRONCOS
 EDUKACJA
Szkoły podstawowe
Gimnazja
Szkoły średnie
Szkoły wyższe
Świetlica Profilaktyczna
Biblioteka Pedagogiczna
 TURYSTYKA
Szlaki turystyczne
Zabytki
 ADRESY WWW
Samorząd
Administracja
Media
Nauka
Kultura
Przedsiębiorczość
 KONTAKT
Informacje podstawowe
Napisz do nas

 



Z KRONIKI STRAŻY MIEJSKIEJ  


Z KRONIKI STRAŻY MIEJSKIEJ
W SUCHEJ BESKIDZKIEJ

Urząd Miejski w Suchej Beskidzkiej
ul.Mickiewicza 19
TEL: (033) 874 31 73
507 055 413
e-mail: straz@sucha-beskidzka.pl

 

22.12.2011
Zwierzenia niezdecydowanego

Na ławce przy ul.Mickiewicza ok. południa siedział młody mężczyzna i spożywał alkohol. Wyróżniał się dodatkowo tym, że drugą cześć ławki zajmował okazały bukiet kwiatów. Strażnicy postanowili Mu się przyjrzeć. "Czuł pismo nosem" bo na widok przejeżdżających ul.Mickiewicza mundurowych na chwilę ukrył puszkę, rozglądając się za siebie czy nie wyłonią się od ul.Szczepkowskiego. Mundurowi zrobili okrążenie i nakryli Go gdy ponownie wychylał browar. Strażnicy przepytali Go na okoliczność spożywania procentów w centrum miasta. Wyjaśnienia były dość nietypowe. Przyjechał do Suchej bo "musi się" ożenić. Jego wybranka pracuje w Firmie na terenie miasta i jest w pracy. On jest na etapie zaręczyn i wspomagał się w podjęciu życiowej decyzji piwkiem. Na potwierdzenie swojej tezy o zaręczynach z kieszeni wyciągnął pierścionek zaręczynowy. Po zachowaniu mężczyzny można był wyczuć, że dodawał sobie odwagi od bladego świtu. Do stresu związanego z podjęciem poważnej decyzji można dodać spotkanie z mundurowymi. Po jakimś czasie ów mężczyzna stał przed Firmą w której pracowała Jego wybranka i intensywnie raczył się tym razem dymkiem. Po kwiatach nie było śladu. Czy oświadczyny zostały przyjęte nie wiadomo. Pewne jest jedynie to, że pozostały po spotkaniu z mundurowymi kwit do zapłaty będzie trzeba uregulować jako singiel lub już ze wspólnego małżeńskiego konta…



22.12.2011
Odpłynęła przy basenie

W okolicach basenu mundurowi odnaleźli leżącą na zieleńcu kobietę. Nieznany dialekt czy też pomruki wydobywające się z ust Pani X świadczyły początkowo, że może mieć syndrom obcego akcentu, jednak zapach alkoholu rozjaśnił nieco powód całkowitego "odpłynięcia". Strażnicy próbowali Jej pomóc doprowadzając Ją do miejsca zamieszkania. Jednak stan w jakim się znajdowała nie pozwalał najbliższym na przyjęcie Jej pod dach. Tym samym pozostała jedynie droga "przez hotel". Przewieziona do KPP miała być w dalszym etapie odwieziona do Izby w Bielsku Białej, z którym Gmina Sucha Beskidzka ma podpisaną umowę, jednak na Komendzie dała upust swoim emocjom wykrzykując w stronę mundurowych co o nich myśli. Tym samym została na noc w miejscowym hotelu "łapiąc" dodatkowo paragraf zapisany już w Kodeksie Karnym….


22.12.2011
Kręta droga życia

Ok. 3.20 weekendowej nocy jadąc ul. Mickiewicza strażnicy dostrzegli mężczyznę idącego zygzakiem środkowym pasem jezdni. Z wyciągniętą przed siebie ręką toczył nierówną walkę z wiejącym wiatrem. Po zbliżeniu się słychać było, że mówił coś o Bogu kierując te słowa do śpiących w domach mieszkańców, jednocześnie przeplatając "nauki" słowami uważanymi za wulgaryzmy. Po zaproszeniu Go do samochodu okazało się, że w ręku trzyma różaniec i zamiast dowodu osobistego próbował wręczyć go mundurowym, "strasząc" ich karą bożą. Mundurowi zarzucili Mu nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu choć po przyglądnięciu Mu się dokładniej drugi zarzut był bardziej trafny. Mężczyzna mieszkał w okolicach Bielska Białej. Przybył do Suchej Beskidzkiej, by odmienić swoje życie. Strażnicy zawrócili Go z obranej drogi……


22.12.2011
Pojemnikowe podrzuty

Przy jednej z ulic w Suchej Beskidzkiej strażnicy podczas kontroli czystości miasta dostrzegli "dzikie" worki z odpadami. Po przeglądnięciu zawartości wśród much i odoru wydobywającego się z worka dostrzegli interesujące ich elementy. Szansa na odnalezienie właściciela "podrzutu" stawały się z każdą chwilą realne. Odpady z adresem znalezione w śmieciach wskazywały na mieszkańca okolic Suchej Beskidzkiej. Jednak odnalezienie adresu do korespondencji zerwanego z paczki kurierskiej ukierunkowało mundurowych na właściwą drogę. Po zapukaniu do drzwi ubrudzonego adresu otworzył je mężczyzna. Okazało się, że wraz z rodziną wynajmuje mieszkanie w Suchej Beskidzkiej. Początkowo twierdził, że segreguje odpady i wozi je do pojemników igloo. Jednak na pytanie jakim cudem "wyszły" z pojemnika zrobił kwaśną minę.


22.12.2011
Cierpliwość nagrodzona

Do siedziby straży miejskiej uczennice jednej ze szkół przyniosły kotka z prośbą o zajecie się bezdomnym. Zwierzaka znalazły na śmietniku, następnie kupiły mu jedzenie i nakarmiły nieszczęśnika. Gdy przyszła decyzja co dalej, postanowiły oddać go mundurowym. Kotek był bardzo sympatyczny i dobrze mu z "oczu patrzyło" więc ze zrozumieniem podszedł do pracy strażników. Po krótkim zwiedzaniu siedziby strażników, wszedł na biurko i oczekiwał cierpliwie na swoją kolej w załatwieniu sprawy układając się na półce "spraw w toku". Cierpliwie czekał wiec popołudniu znalazł już nowy dom…..


24.10.2011
Przydrożna debata

Los zwierząt był jednym z tematów ostatnich posiedzeń Sejmu .Ale widać dyskusje prowadzone są również poza nim. Przy ul.Role ok. południa debatowali nad swoim ciężkim losem przedstawiciele różnych gatunków. Jeden skarżył się, że musi pełzać całe życie a drugi, że może być w każdej chwili poddany sterylizacji "czytając" plany Gminy Sucha Beskidzka. Podczas zażartej dyskusji doszło do rękoczynów. Jeden z nich próbował łapką zdzielić pełzającego, ten nie został mu dłużny i próbował chwycić za nos natarczywca. Dość ostrą "rozmowę" przerwali mundurowi, przeganiając ich z pobocza drogi . Po rozjechaniu przez samochody, Gmina musiałaby ponieść koszty tej dyskusji, usuwając je z pobocza pod inną postacią….


24.10.2011
Oszczędzanie przez komin

Wprowadzony kilka lat temu system wywozu odpadów w pojemnikach z przypisanym numerem uporządkował i ułatwił legalne pozbywanie się odpadów. Jednak zdarza się, że po wyczerpaniu limitu pozbywanie się nadwyżki odpadów przybiera różne formy. Jedną z nich jest metoda "przez komin" .Ta metoda , polega na spalaniu w piecu wszystkiego co do niego się zmieści, jednak z pomocą w walce z tym procederem idą wyczulone nosy mieszkańców. Druga to "gabarytowa" czyli coś co ma powyżej 10 cm jest dla niektórych mieszkańców odpadem wielkogabarytowym . Przy okazji nieodpłatnego wywozu odpadów wielkogabarytowych wystawiane są przy drodze wszystkie śmieci. Przyłapani na wystawianiu "niegabarytowych" zasłaniają się tym, że przecież cyt. "mieli brać wszystko" . Trzecia metoda coraz rzadsza, to: z ang. "fire" - spalanie na podwórku nieruchomości wszystkiego co się da . Trzymając w pogotowiu kiełbaskę na patyku gdyby pojawili się mundurowi próbują tłumaczyć się organizowaniem ogniska "rekreacyjnego". Jednak metoda "z przyczajki" jest najbardziej stresująca."Upychanie" do koszy ulicznych swoich domowych odpadów jest najbardziej zagrożone zawałem serca szczególnie dla osób starszych. Rozglądając się po okolicach by nie zostać namierzonym, najpierw z reklamówką wypełnioną popiołem przechodzą koło kosza ulicznego ćwicząc mięsnie szyi (czyt. oczy dookoła głowy), a gdy jest "bezpiecznie" następuje szybkie i nadzwyczaj sprawne umieszczenie reklamówki w jego wnętrzu. Gdy wyrastają nie widomo skąd mundurowi, następuje syndrom wyczerpania, zasłabnięcie lub zgłoszenie poważnej interwencji w innej części miasta. Natomiast metoda na "niewiedzę" jest szczególna bo mieszczą się w niej wszystkie pozostałe przypadki: bo skąd mam to wiedzieć, że obierek z ziemniaków nie mogę wrzucić do pojemnika na plastik, nie pisało przy wjeździe do lasu, że nie można tu wjechać autem a przy okazji pozbyć się zawartości bagażnika, czy też : cyt. "płace podatki i powinni to zabrać". Wysłuchując cierpliwie wszystkich tłumaczeń w takich przypadkach suscy mundurowi starają się "nagradzać" zrozumienie i ekologiczne podejście do sprawy.


11.07.2011
Jeden rower - dwóch rowerzystów

Było dobrze po północy gdy strażnicy jadący wzdłuż Mickiewicza dostrzegli rower "jadący" zygzakiem. Był nieoświetlony i jakiś czas jechał całą szerokością jezdni a potem wjechał na chodnik, gdzie próbował kontynuować jazdę. Gdy mundurowi zbliżyli się do roweru, dostrzegli jeden rower a dwóch rowerzystów. Jeden z mężczyzn siedział na kierownicy i zapewne był oczami siedzącego na siodełku drugiego mężczyzny. Wszystko wskazywało na to, że jazda zygzakiem nie miała na celu omijanie przeszkód, bo takowych nie było, lecz mogła mieć podłoże "czysto" alkoholowe. Przypuszczenia zostały rozwiane po przewiezieniu mężczyzn do KPP, gdzie okazało się, że było to ponad 2 promile na głowę.


11.07.2011
Chodnikowe przeżycia?

Na chodniku przy jednej z ulic naszego miasta leżał mężczyzna. Spoczął przy posesji miejscowego lekarza więc strażnicy zaniepokojeni zjawiskiem długiego oczekiwania na wizytę postanowili go rozpytać na tą okoliczność. Woń alkoholu dominowała w okolicach mężczyzny, co nieco "rozjaśniło" sytuację. Po przebudzeniu mężczyzna początkowo nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa, ale po obejrzeniu zdziwionym wzrokiem okolicy zagadał z wyraźnie wschodnim akcentem. Jak się okazało nie oczekiwał wizyty u doktora, tylko był na melanżu. Pracuje na co dzień w cyrku i jeździ po Polsce. "Stacjonował" w pobliżu, ok. 30 km stąd, miał wolne, więc odwiedził kolegę z dawnych lat. Wiadomo, że alkohol jest nieodłącznym elementem melanżu, stąd gdy "włączyła" mu się droga powrotna do domu a nogi nie chciały go nieść, spoczął nieco nie patrząc na warunki. Mundurowi drapali się po głowie, co zrobić z cyrkowcem. Widzieli, że za tydzień jego firma ma oficjalny występ w Suchej Beskidzkiej, ale zaleganie chodnika tak długo mogłoby mu zaszkodzić a w dodatku źle wpływać na wizerunek naszego miasta. Po rozpoznaniu terenu kilka domów dalej odnaleziono kumpla, który przyjął go z powrotem pod swój dach.


16.06.2011
Majówka na mieście

Podczas nocnego patrolu strażnicy dostrzegli mężczyznę leżącego pod kapliczką umieszczoną na drzewie. Palące się znicze oświetlały okolice. Widać nastrój modlitewny udzielił się młodemu mężczyźnie, który złożył ręce na brzuchu i tak "zastygł". Mundurowi przerwali Mu modły. Przebudzony patrzył zdziwionym wzrokiem. Jak się okazało mężczyzna wcale nie uczestniczył w majowym nabożeństwie pod kapliczką tylko w suskich Juwenaliach. Przesadził z alkoholem i nogi odmówiły Mu posłuszeństwa. Ponadto jak to w takich przypadkach bywa w powrocie z imprezy miał awarię GPS-u, który zamiast do hotelowego pokoju, skierował Go w przeciwnym kierunku. Chociaż do domu rodzinnego (województwo lubelskie) azymut obrał dobry, to gdyby odległość ponad 350km pokonał pieszo w jedną noc, byłby to chyba rekord świata...


16.06.2011
Gumowa rampa

Kierowcy pojazdów parkujących "na chwileczkę" wciąż zaskakują doświadczonych strażników pomysłowością. Tym razem kierowca myślał, że rampy w Suchej opuszczają "od święta" czyli rzadko. Dróżnik na przejeździe kolejowym miał nie lada problem, bo rampa nie chciała się "wygiąć" by ominąć pozostawiony pojazd. Przejazd pociągu Intercity był zagrożony. Po odnalezieniu kierowcy strażnik cierpliwie wysłuchał Jego wyjaśnień. Mężczyzna myślał, cyt.: "że rampa Go jakoś ominie". W tym czasie trwała wystawa ogrodnicza. Pewnie chęć pozyskania jak najszybciej najlepszych sadzonek naraziła Go na dodatkowe koszty w postaci mandatu.



16.06.2011
Zdarzyło się kiedyś

Agresywny mężczyzna zaatakował mieszkankę bloku na jednym z osiedli mieszkaniowych uniemożliwiając Jej wyjście z klatki schodowej i obrzucając przy tym wyzwiskami. Wezwani na pomoc strażnicy próbowali coś zrobić z Jego agresywną postawą. Po kilku zabiegach w zakresie chwytów obezwładniających udało się umieścić mężczyznę na tylnym siedzeniu służbowego pojazdu. Mężczyzna niezadowolony z przebiegu sytuacji swoją agresję przerzucił na mundurowych grożąc Im śmiercią. Po doprowadzeniu do KPP okazało się, że jest "wstawiony" i pozostał tam na noc. Po przebudzeniu w celi przyszedł po rozum do głowy. Gdy następnie wstawił się przed oblicze Temidy już "nie wstawiony" poddał się dobrowolnie karze. Mężczyzna znany jest z tego, że jak poczuje alkohol to włącza Mu się agresja - tak już ma, ale dlaczego próbował ją wyładować na bogu ducha winnej kobiecie nie wyjaśnił...


18.05.2011
Przygotowania do Euro 2012 ?

Wielkie przygotowania do mistrzostw w kibicowaniu urządziło sobie kilku młodych mężczyzn. Siedząc na trybunach pustego stadionu Babiej Góry wlewali w siebie alkohol "ćwicząc" przy tym przeponę. Głośne zachowanie "wywabiło" z siedziby powracających z targu strażników. Na widok mundurowych mężczyźni próbowali się oddalić. Strażnicy musieli się nabiegać, by ich zatrzymać. Skutkiem kibicowania pozostał również obraz stadionowych trybun. Zaproszeni do siedziby strażników mężczyźni próbowali negocjować stawkę "wejściówek". Wszechobecne procenty dodawały Im odwagi w negocjacjach, przy nieugiętej postawie mundurowych.



18.05.2011
Kurs przewodnika

Na jednej z ulic miasta w przydrożnych darniach mieszkańcy dostrzegli nieruchome zwierzę. Wezwali mundurowych. Na miejscu strażnicy początkowo myśleli, że pod gęstą roślinnością jest nieżywe zwierzę. Podjęto próbę "odkopania" zwierzęcia i ku zdziwieniu wszystkich zwierzę nagle ożyło. Zdziwieniu nie było końca, gdy w uwolnionej "kuli włosów" rozpoznali borsuka. Takiego zwierza jeszcze nie spotkali dotąd na swojej drodze. Ponoć jest wszystkożerny, więc pewnie stołował się w rowie wyjadając z niego, co się da. Gęsta roślinność okazała się dla niego pułapką. Po uwolnieniu borsuka pozostało im jedynie ograniczyć się do roli przewodnika, wytyczając drogę powrotu na łono natury. Przy pomocy strażników borsuk przeszedł rowem do rury pod drogą a następnie udał się w kierunku potoku. Strażnicy mieli nadzieję, że po przejściu przez potok pójdzie w las, ale widać miał inne plany. Poszedł wzdłuż potoku, bo ponoć uwielbia przebywać w pobliżu terenów podmokłych i wody. Strażnikom pozostało na przyszłość zapoznać się z "instrukcją obsługi" borsuka, by wiedzieć jak mu pomóc...


18.05.2011
Wyskoczyli do miasta

Dwóch mężczyzn przyjechało do miasta zabawić się. Pochodzili z okolic Makowa Podhalańskiego, toteż miejskie życie chyba przypadło im do gustu. Patrolując okoliczne bary umilali sobie czas popijając "wodą rozmowną" . Plac i chodnik w centrum miasta nie był dla nich przeszkodą do wychylenia czegoś "głębszego". Weszli nawet na teren budowy drogi uniemożliwiając prowadzenie prac. Postanowili rozmówić się z pracownikami i ulżyć im w ciężkiej pracy proponując wypitkę m.in. operatorowi koparki. Wezwani na miejsce mundurowi przewieźli Ich do swojej siedziby. Już na pierwszy rzut oka widać było, że sprawa nie zakończy się w ten sam dzień. Mowa i "gra" ciała świadczyły o tym, że rajd po mieście rozpoczęli dość dawno temu. Gdy nieco ochłonęli z wrażeń, mundurowi nie znajdując z Nimi wspólnego języka, pokazali im drogę na przystanek i wyznaczyli nowy termin spotkania. Na spotkanie za kilka dni przybyli z wielką pokorą, ale zapewne nie z powodu poczucia winy ale zbliżających się świąt. Wypisane kwity z wojaży po Suchej Beskidzkiej nie były jedynymi w tym dniu. Jak się później okazało, przystanek autobusowy zamienili na dalsze zwiedzanie lokali. Zaliczyli również popołudniowe spotkanie z funkcjonariuszami KPP. Jednodniowy pobyt w mieście kosztował Ich po kilkaset złotych, a jeden z mężczyzn dodatkowo spotka się z Temidą. Pewnie zapamiętają ten dzień jako najdroższy wyskok do miasta.


19.04.2011
Mieli nosa?

Pracownicy jednej z firm na terenie miasta spalali odpady w piecu znajdującym się na terenie zakładu. Nikt by się o tym nie dowiedział, gdyby nie wielki dym wydobywający się z komina oraz smrodek, którym uraczyli okolice. Prawdopodobnie to rozbudziło ekologiczne myślenie przejeżdżającego anonimowego mężczyzny, który podzielił się swoimi spostrzeżeniami z ludźmi w mundurach. Strażnicy udali się na miejsce a nos doprowadził ich do celu. Korzystając z upoważnienia na "zaglądnięcie do pieca", mundurowi potwierdzili proceder pozbywania się odpadów przez komin. Zaproszony do siedziby mundurowych właściciel firmy "obarczony" drukiem do zapłaty, przyobiecał poprawę...


19.04.2011
Poszukiwacz silnych doznań

W sobotnią noc w okolicach dworca PKP mundurowi zauważyli mężczyznę idącego "wężykiem". Gdy zbliżył się do tablicy informacyjnej, procentowe omamy spowodowały, że zamiast czytać ogłoszenia, zaczął je zrywać. Początkowo strażnicy myśleli :"nie da rady czytać, bo ma mętny wzrok, weźmie do domu i zaznajomi się z ogłoszeniem". Nic mylnego, bo szybko porzucił ogłoszenie "upiększając" okoliczny trawnik. Gdy zrywanie plakatów stało się "nudne", w ramach poszukiwań silnych doznań "z kopa" potraktował nieopodal stojące urządzenie do utrzymania czystości. Strażnicy ujęli mężczyznę. Spoglądając w Jego dowód tożsamości w punkcie data urodzenie nie mogli się nadziwić. Mieli przed sobą trzydziestoletniego "młodzieniaszka". Przecież niszczycielskie zapędy to domena nastolatków. Tym razem trafił się nestor. Po kilku dniach od zdarzenia, uprzednio zaproszony, odwiedził siedzibę strażników, gdzie za nocny wyczyn został sowicie "nagrodzony".


19.04.2011
Podróż na stare lata

Na przystanku Dworca "Beskidus" pod ławką leżał skulony zwierzak. Nie dał rady dalej iść więc czekał cierpliwie, aż ktoś mu pomoże. Serca mieszkańców prawidłowo zareagowały. W ciągu kilku minut "zasypali" telefonami miejskich strażników. Na miejscu psiakowi towarzyszyło kilka osób. Wśród nich suski bezdomny (z wyboru), który również przystanął użalając się nad ciężkim losem bezdomnego zwierzęcia. Mundurowi pomogli zwierzakowi "wtoczyć się" do klatki. Był mocno osłabiony i nie mógł chodzić. Przewieziony do Zakładu Komunalnego staruszek nakarmiony i zaopatrzony weterynaryjnie wrócił do "żywych". Nikt go jednak nie szukał, więc trafił do "Domu Spokojnej Starości" - Schroniska w Nowym Targu.
Strażnicy nie przypuszczali, że historia ta będzie miała swój dalszy ciąg i skończy się happy Endem. Gdy pies trafił do Schroniska odbierający go pracownik stwierdził, że jeden z mieszkańców Nowego Targu od miesiąca poszukuje swojego pupila - karelskiego psa na niedźwiedzie, który wyszedł z domu i nie powrócił. Pies jest podobny do zaginionego. Gdy podzielił się swoimi myślami z współpracownikami, został "sprowadzony" na ziemię, bo gdzieżby pies z Nowego Targu znalazł się w Suchej Beskidzkiej. To nie "pies, co jeździł koleją", bo znaleziony na dworcu autobusowym. Odległość to ponad 50 km a pieniędzy na bilet na pewno nie posiadał. Pracownikowi schroniska nie dawało to jednak spokoju - zadzwonił do potencjalnego właściciela i był to "strzał" w dziesiątkę. Na widok przybyłego właściciela pies uruchomił natychmiast atrybuty do cieszenia się - machając ogonem nie krył zadowolenia z zakończenia wielotygodniowej tułaczki. Jak się okazało, właściciele rozpoczęli swoją akcję poszukiwawczą wiele tygodni temu. Szukając swojego pupila dzwonili do schroniska, czy aby ktoś go nie znalazł. Jak przypuszcza właściciel, ktoś "zwinął" pieska "nie zdając" sobie chyba sprawy, że psiak ma 14 lat i jest na emeryturze. Zapewne gdy osłabł w podróży, porzucono go w Suchej Beskidzkiej. To pies rzadkiej rasy - karelski pies na niedźwiedzie. Dawniej wykorzystywany był do polowań na niedźwiedzie i wilki. Współcześnie ponoć, poluje się z nim w Skandynawii na łosie, a w Polsce przeważnie na dziki. Jest ich w Polsce zaledwie kilkadziesiąt.
Mundurowi również nie przypuszczają, żeby zapędził się do Suchej w pogoni za niedźwiedziem, bo dzika w mieście już widzieli ale niedźwiedzia jeszcze nie. W ramach szkoleń wydrukowali sobie fotkę, jak mógł wyglądać za młodu. Zabiedzony nie przypominał za bardzo lat młodzieńczych...



14.03.2011
Mentor, czy co ?

W młodości robił za lokalnego bamboccioni. Na garnuszku u rodziców przeżył wiele lat. Nabawił się przy tym jedynie zwiotczenia mięśni rąk, bo praca nie była Jego domeną. Jeszcze gdy mieszkał z rodzicami, był już "studentem" ochleju. Gdy zabrakło rodzicieli, nie miał kto ugotować, zaczął stołować się na koszt państwa. Po rodzicach pozostało Mu mieszkanie w spadku. Wiódł szczęśliwy żywot przez następne parę lat w towarzystwie kolegów o tych samych zainteresowaniach. Idylla nie trwała zbyt długo, bo spadkobierca nie był zainteresowany płatnościami z tytułu użytkowania lokalu. Wskutek wielu zawirowań udało Mu się wymienić lokal na mniejszy i pewnie uzyskać jakieś środki na dalsze krzewienie zainteresowań. W końcu i ten lokal zamienił na procenty i tym samym został obywatelem świata. Lokalny patriotyzm nie pozwolił Mu na opuszczenie miasta. Bardziej "mobilny" niż kiedyś, gdy był przywiązany do stałego miejsca zamieszkania, "odwiedza" piwnice bloków i inne zakamarki miasta szukając swojego "kąta" i przysparzając zajęć mundurowym...


14.03.2011
Kandydat na bezdomnego

Historia Mentora, zafascynowała prawdopodobnie lokatora bloku na innym osiedlu. Wszystko wskazuje na to, że idzie tą samą drogą. Młodszy o wiele lat pasjonat tanich trunków doprowadził mieszkanie swoich rodziców do ruiny. W ramach walki z wolnym czasem mężczyzna organizuje "cocktail party". Spraszani ze wszystkich stron koledzy dzielnie pomagają Mu w "utrzymywaniu" odpowiedniej temperatury w lokalu, paląc ognisko na środku pokoju. Za opał służą najczęściej meble, ale gdy w głowie szumi "beczka mocna" podłogę też można porąbać i spalić. Koledzy bezdomni nie zaznajomieni z higieną odkręcili kiedyś baterie w łazience zalewając pomieszczenia. Sprzedając złom można było zamienić towar na procenty i tym samym ogrzać się od środka. "Zagryzali" chyba tynkiem ze ścian, bo wszystkie są pozbawione wierzchniej warstwy. Mundurowi odwiedzają "kandydata" codziennie nie mogąc doczekać się zakończenia procedury przydzielenia Mu lokalu "pod chmurką" ...


14.03.2011
Trzech narwańców

Rodzinna ucieczka z miejsca zamieszkania lub barbarzyńskie pozbycie się problemu?. Jak zwał, tak zwał. Trójka młodych, wesołych piesków zwiedzała stolicę powiatu wzbudzajac litość przechodniów. Widziano je najpierw na cmentarzu, potem przemieszczając się w ramach poznawania świata, znalazły się na placu potartacznym. Tam okoliczne dzieci dokarmiały bezdomne szczeniaczki. Gdy zobaczyły przejeżdzających mundurowych poprosiły o zajęcie się sprawą. Strażnicy widząc małe, niewinnie wyglądające zwierzątka postanowili je zabrać używająć jedynie rąk. Jeden z nich, czarny kundelek, nie rozumiejąc zapewne zamiarów mundurowych, "utopił" swoje małe, białe zęby w ręce strażnika. Następnie odwieziono pieski do Zakładu Komunlanego, gdzie ten sam "narwaniec" podczas karmienia, swoimi zębami poczęstował pracownika Firmy. Teraz przez hojne używanie zębów przez jednego z rodzeństwa, przedłużą sobie pobyt w Suchej Beskidzkiej przez piętnastodniową obserwację weterynaryjną. W tym czasie strażnicy obserwują swojego kolegę...


12.01.2011
Szafka nie pływa

W ujściu Stryszawki do Skawy strażnicy dostrzegli nietypowe zjawisko. W nurcie rzeki znajdował się odpad wielkogabarytowy - szafka, czy też pozostałości po lodówce. Zwykle odpady wielkogabarytowe w mieście mieszkańcy pozbywają się w uporządkowany sposób i za darmo. Dlatego mundurowi ze zdziwieniem podeszli do sprawy, bo przecież szafka nie pływa. Komu przyszłoby do głowy wrzucać to do wody. Widać że, ktoś "niezorientowany" w systemie odbioru odpadów, urządził spływ swoich niechcianych mebli. Nurt rzeki przeniósł szafkę na środek utrudniając w znaczny sposób dotarcie do znaleziska. Teraz strażnikom pozostało podjąć próbę namierzenia dowcipnisia, mając cichą nadzieje, że nie jest to mieszkaniec naszego miasta...


13.12.2010
Nudy w lesie?

Mundurowi dostali cynk od mieszkańca miasta, że do lasu "przyszły" trzy telewizory i radiomagnetofon. Strażnicy musieli się natrudzić by odnaleźć "plazmy" z lat osiemdziesiątych. Z zarośli wynieśli je do drogi i rozpoczęli poszukiwania właściciela. Szybko dotarli do zabudowań, gdzie przepytali okolicznych mieszkańców w temacie oglądalności telewizji. Jak się okazało właściciel wystawił przy drodze te skarby wraz z radiomagnetofonem jako odpad wielkogabarytowy. Jednak Firma zbierająca nie jechała a sprzęt RTV zniknął. Widać leśne zwierzęta planowały wielkie oglądanie nie płacąc abonamentu teraz pozostało im tylko zorganizować dyskotekę bo radiomagnetofonu nie odnaleziono...


13.12.2010
Pilny rowerzysta

W sobotnią noc ok. północy na murku przy "Ogólniaku" strażnicy dostrzegli porzucony rower. W poszukiwaniu właściciela spenetrowali okolice, jednak nie przyniosło to rezultatu. Po konsultacjach z KPP okazało się , że nikt go nie szuka. "Wypasiony" rower trafił na noc do siedziby strażników gdzie stał bezużyteczny do poniedziałku. Następnie trafił do Biura Rzeczy Znalezionych, gdzie wśród innych tego typu pojazdów czeka na właściciela. Pozostawienie bez opieki jednośladu świadczy o tym, że właściciel nie dał rady jechać i poszedł sobie pieszo...


13.12.2010
Gry strategiczne

Zajęcia popołudniowe w suskiej Bibliotece cieszą się duża popularnością wśród dzieci i młodzieży szkolnej. W środowe popołudnie ok.18.oo do grupki dzieci prowadzących gry strategiczne dołączył "młodzieniec" z Suchej Beskidzkiej, który w metryce urodzenia ma wpisany rok 1950. Dość mocno wstawiony usiadł przy stoliku zajmując miejsce młodemu uczestnikowi gry. Następnie odbierając karty dzieciom próbował rozegrać partyjkę. Natychmiastowa reakcja prowadzącego wychowawcy nie dała rezultatów. Wezwani na miejsce strażnicy na oczach dzieci wyprowadzali odmłodzonego mieszkańca. Nie krył niezadowolenia z takiego obrotu sprawy, wspomagając się przy tym słownictwem uważanym za wulgaryzmy. Widać, że "za młodu" nie miał takich atrakcji i chciał nadrobić stracony czas. Mężczyzna znany był z częstego dawania zajęcia strażnikom. Jego zainteresowania skupiały się raczej w okolicach Rynku gdzie wspomagany przez kolegów od kieliszka poszukiwał doznań i atrakcji świata alkoholi. Jednak przez ok. 8 miesięcy odstawił kieliszek na półkę i prowadził nierówną "walkę z czasem" nie mając (z wyboru) stałego zajęcia. Nie wytrzymał dłużej i powrócił na krętą ścieżkę. Teraz z odwiedzin suskiej Biblioteki pozostanie Mu zafundowana przez mundurowych "gra" z Temidą w tle.


11.10.2010
Przydrożne podgrzybki ?

Kierowca przejeżdżający drogą prowadzącą na jedno z osiedli w Suchej Beskidzkiej dostrzegł przeszkodę na drodze - nogi mężczyzn. Zaniepokojony widokiem zawiadomił o tym mundurowych. Okazało się, że zalegający mężczyźni są braćmi od wielu lat poszukujący pracy - głównie na suskim Rynku. Zapewne i w tym dniu jej szukali wspierając się wszystkim co zawiera procent. To, że jeden z mężczyzn miał przy sobie kulę świadczyło, że ma trudności z chodzeniem ale czuć było od Nich, że tego dnia "napracowali się" dość mocno. Do domu mieli jakieś 2 km "pod górkę" dlatego zapewne dali odpocząć swoim ciężkim nogom. Jeden z Nich chyba złożył "śluby milczenia" bo przebudzony ze snu wbił wzrok w strażnika i nic z siebie nie mógł wykrztusić. Językiem "migowym" próbował przekazać, że się ze wszystkim zgadza potrząsając twierdząco głową. Mundurowi zamienili swój samochód w taxi i pomknęli do miejsca Ich zamieszkania...

 


11.10.2010
Niechciane, porzucone...

Miesiąc wrzesień obfitował w szokujące postępowania wobec zwierząt niespotykane dotąd w przeszłości. Trzy małe kotki ktoś wyrzucił do lasu w zawiązanej reklamówce. Mieszkaniec naszego miasta usłyszał ich wołanie i po nakarmieniu przekazał straży skąd trafiły do nowych domów. We wtorkowy wieczór za pasażami wolno biegający pies rasy bulterier (rasa agresywna) skakał po samochodzie w którym siedział mężczyzna i dziecko uniemożliwiając Im wyjście z pojazdu. Ktoś pozbył się go w Suchej Beskidzkiej...

 


06.09.2010
Powrót syna

Na przystanku, naprzeciw Sądu Rejonowego w Suchej Beskidzkiej ok. 8.oo w środku tygodnia leżał mężczyzna. Jego pozycja była dość akrobatyczna. Głowa i szyja "siedziała" jeszcze na ławce pozostałe części tułowia już poza. Aż dziw, że utrzymywał się bez ruchu w takiej pozie, do tego otwarte oczy "wbite" w niebo. Obok leżała opróżniona w całości plastikowa butelka "Beczka mocna". Wszystko wskazywało na to, że po ciężkiej "pracy" opróżniania zawartości, zesztywniał i utrzymywał się w letargu. Ponieważ swoją postawą nijak nie komponował się z otoczeniem, a wręcz psuł estetykę tego miejsca wyróżniając się na tle licznie zgromadzonych pasażerów, strażnicy postanowili przywrócić Go do przytomności. Jednak metody zastosowane w pobudzaniu do życia, stały się nieskuteczne. Widać "pracował" w tym dniu dość intensywnie doprowadzając się do takiego stanu. Wezwane na pomoc pogotowie zabrało mężczyznę do siebie z zastrzeżeniem, że po przywróceniu Go do żywych mundurowi się Nim ponownie zaopiekują. Jak się okazało mężczyzna jest Im dobrze znany - posiada "kartę stałego klienta". Po około godzinie mężczyzna zaopatrzony w worek, w którym umieszczono Jego mokre ubranie, odziany w pampersa i coś co przypominało odzienie z czasów Faraona oczekiwał na taksówkę ze straży miejskiej. Dość szybko nauczył się chodzić mimo, że krok miał niepewny, jednak nadal pozostawał niemy. Wyposażeni w adres zamieszkania, tuż za Suchą Beskidzką, mundurowi ruszyli w poszukiwaniu celu podróży. Błądząc między uliczkami w poszukiwaniu właściwego numeru domu natknęli się przypadkowo na starszego mężczyznę. Wskazując na zalegającego na tylnym siedzeniu delikwenta zapytali czy Go zna. Po chwili zastanowienia mężczyzna odparł, że tak a następnie dodał cicho cyt. "to mój syn...". Po przekazaniu marnotrawnego, wrócili do siebie. Po kilku dniach strażnicy udali się w odwiedziny. Mężczyzna skupił się na wysłuchaniu relacji z powrotu do domu. Strażnicy na pamiątkę spotkania ze służbami porządkowymi pozostawili Mu kwit do zapłaty...


06.09.2010
Leczenie niepamięci

Na nocnej zmianie strażnicy dostrzegli dwóch mężczyzn, idących chodnikiem wzdłuż ul. Mickiewicza. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że jeden z mężczyzn idąc chodnikiem zwracał na siebie uwagę prezentując swoje umiejętności sztuk walki. Walcząc z wirtualnym przeciwnikiem co krok uderzał pięściami w powietrze pomagając sobie przy tym kopnięciami. Towarzyszący Mu kolega szedł obok spokojnie próbując dotrzymać Mu kroku. Strażnicy przez jakiś czas obserwowali zmagania młodzieńca. Gdy przechodził obok Dworca PKP, na wysokości przystanku autobusowego jakiś "głos" skłonił Go do zmiany przeciwnika na stojący nieopodal kosz uliczny. Mundurowi ujęli Senpai i wypełnili kajety danymi. "Wyczuli" od Niego powód zachowania. Mężczyzna nie ukończył jeszcze szkoły średniej, nigdy jeszcze nie pracował ale posiadał doświadczenie życiowe. "Znał się" na robocie strażników, bo co rusz pouczał mundurowych by zajęli się przestępcami grasującymi po ulicy a nie takimi głupotami. Mundurowi przyjęli uwagi i zapowiedzieli, że jak wróci do "normy" by "z głupoty" odwiedził siedzibę straży. Minęło kilka dni i nic. Dopiero pisemne zaproszenie spowodowało reakcję. Jak zwykle w takiej sytuacji mężczyzna zasłaniał się niepamięcią. Na poprawę tej dolegliwości wypisali Mu "receptę" w postaci druku przelewu...


19.07.2010
Tatuś z Biedronki

W sobotnią noc strażnicy dostrzegli dwóch mężczyzn poruszających po deptaku przy ul.Mickiewicza. Zwracali na siebie uwagę gdyż jeden z Nich idąc slalomem pchał wózek. Początkowo mundurowi myśleli, że mocno spóźniony tatuś wraca ze swoją pociechą z dłuższego spaceru do domu. Jednak po przyjrzeniu się bliżej okazało się, że mężczyzna pcha wózek, który stoi zazwyczaj obok Biedronki. Tłukł się przy tym niemiłosiernie co sprawiało Mu wiele radości. Strażnicy postanowili przerwać Mu radosne doznania i wyłonili się z "przewiązki" w połowie pasaży. Ujrzeli jak mężczyzna rzucił wózkiem a następnie w przypływie rozpierającej energii sprzedał kopniaka reklamie stojącej nieopodal. Na widok mundurowych obaj mężczyźni "dali nogę" uciekając w kierunku DH Juhas. Jeden z Nich "Wózkowy" po pościgu został ujęty. Udawał, że nie wie o co chodzi. Wylądował na "dołku" gdzie wśród czterech ścian miał czas na nocne przemyślenia z wózkiem w tle. W efekcie nocna "przejażdżka" wózkiem kosztowała Go kilkaset złotych...


19.07.2010
Długa droga do domu

Ok. 2.oo w sobotnią noc na przycmentarnym murku "złożył" swoje ciało młody męzczyzna. Zimny mur słuzył Mu za łoże, gdzie urządził sobie drzemke. Mundurowi przywrócili Go do "żywych". Przebudzony ze snu przecierając oczy tłumaczył, że zrobił sobie przerwę w drodze do domu. Widać GPS Mu się zawiesił, bo dopiero po chwili ruszył w kierunku do domu


19.07.2010
Rozsądni inaczej

Parkowanie "na chwileczkę" poza obrębem wyznaczonego parkingu może spowodować perturbacje nie tylko dla kierowcy pozostawionego pojazdu ale również dla Firm "żyjących" z przewozu pasażerów. Doświadczony kierowca autobusu początkowo wykazywał spokój w oczekiwaniu na zawalidrogę. Jednak upływający czas zmusił Go do działania. Wezwani na miejsce mundurowi pomogli odnaleźć szofera osobówki pozostawiając Mu na pamiątkę "kwitek" z numerem konta. Pasażerowie autobusu na pewno nie wykazali już takiej cierpliwości "przebierając nogami" w oczekiwaniu na zlecony transport.


19.07.2010
Z prywatną wizytą

Mieszkaniec miasta wezwał strażników do pomocy w rozwiązaniu problemu skarbu państwa. Na Jego działkę z prywatną wizytą wszedł sympatyczny zwierzak. Wszedł przez główne otwarte wejście ale wyjść postanowił z drugiej strony działki. Pech chciał, że bramka, którą próbował sforsować była zamknięta. Właściciel posesji okazał się być miłośnikiem zwierząt. Po nieudanej próbie oswobodzenia zwierzaka przez strażników pozwolił na wycięcie szczebli w ogrodzeniu by uwolnić nieszczęśnika. Mundurowi musieli wykazać się ślusarskimi umiejętnościami. Ze spotkania z naturą właścicielowi pozostała bramka do remontu.


19.07.2010
Nocny poczęstunek

Strażnicy jak co sobotę rozpoczynali nocne zmagania z niszczycielską siłą młodego pokolenia. Gdy jechali do garażu samochodem prywatnym na wysokości Rynku z samochodu jadącego przed nimi pasażer wyrzucił tackę z niedojedzonymi pozostałościami. Tacka spadła przed samochodem strażnika rozsypując się po drodze. Mundurowi doprowadzili do zatrzymania się pojazdu. Okazało się, że pasażer tylnego siedzenia, nastolatek z okolic Suchej Beskidzkiej objadając się mięskiem postanowił zakończyć posiłek w Rynku a pozostałościami "podzielić się" z mieszkańcami miasta wyrzucając je z jadącego pojazdu. Mundurowi wyposażyli mężczyznę w sprzęt do sprzątania i przeprowadzili nocny kurs "jazdy na miotle". Przejeżdżający kierowcy ze względu na porę, ze zdziwieniem patrzyli na zmagania 17-latka. Po zakończeniu nocnej "jazdy" mundurowi "wypłacili" Mu rekompensatę za trud włożony w utrzymanie czystości na ulicy...


Leżakowanie na mieście

Na gminnym terenie przy jednej z ulic miasta strażnicy dostrzegli skuloną postać , którą początkowo wzięli za mężczyznę. "Leżakowanie" gdzie popadnie po "przedawkowaniu" to zwykle domena mężczyzn. Tym razem okazało się, że kobiety również nie wylewają za kołnierz, a w przypływie słabości szukają miejsca by zmrużyć oko. Obok Pani leżał dorobek całego życia, który mieścił się w dwóch reklamówkach. Strażnicy obudzili kobietę licząc na wyjaśnienia ale nie znaleźli wspólnego języka. Zamroczona alkoholem, po przebudzeniu bełkotała coś w nieznanym języku. Na miejsce przyjechali również Policjanci, którzy na pierwszy rzut oka rozpoznali w "leżakującej" znajomą z licznych interwencji. Przedstawione w skrócie CV świadczyło, że jest "zasłużoną" mieszkanką jednej z miejscowości powiatu suskiego. Nie tak dawno powróciła z dłuższego pobytu na "dołku". Jak się okazało zamiłowanie do procentów prezentowała od wielu lat. W przeszłości potraktowała swojego ślubnego nożem, bo Ten schował Jej denaturat. Widać miłość do procentów zwyciężyła nad miłością sprzed ołtarza. Będąc już wdową nie zmieniła "zainteresowań". Tym razem porzuciła swoją rodzinną miejscowość by spróbować procentów w stolicy powiatu i położyć się na suskiej ziemi. Ponieważ nie była stąd, "zaopiekowali się" Nią starsi bracia w niebieskich mundurach.


14.06.2010
Dostawca... mandatów

Pomysły zaopatrzeniowców na skrócenie sobie drogi dźwigania towaru wprawiają w osłupienie nawet najbardziej doświadczonych "egzekutorów" parkowania. Tym razem na skrzyżowaniu "ze światłami" w Rynku, kierowca zajmując jeden pas ruchu podjechał pod same drzwi lokalu. Zajęty rozładunkiem nie zauważył, kiedy mundurowi wyrośli spod ziemi. Zdarzenie również zarejestrowało "oko Wielkiego Brata" usytuowane w Rynku. Na miejscu strażnicy zmienili dostawcę towarów w dostawcę mandatów..


14.06.2010
Potokowa utylizacja

Dawno temu, w Suchej strażnicy kontrolując czystość na jednym z osiedli widząc mocno zaśmiecony potok obok posesji starszego mężczyzny, zapytali Go jak wywozi odpady ze swojej nieruchomości. Wtedy usłyszeli od starszego Pana w podniesionej tonacji cyt." Mom swój potok, płace podatki i mogę se do niego wrzucać co chce, a wom nic do tego". Mimo, że od tego czasu minęło kilkanaście lat, słowa te pamiętają do dziś podkreślając, że z czasem zmienia się świadomość ekologiczna. Jednak niedawno świadomość ta została zburzona, gdy powiadomieni zostali o odkryciu w leśnym potoku. Mundurowi po przybyciu na miejsce "zanurzyli" się w "lekturze" przeglądając zawartość porzuconego mienia. Część odpadów znajdowała się w potoku a część wysypywała się z worków porzuconych na skraju brzegu. Właściciel śmieci był pewien, że jedyni świadkowie tej formy "utylizacji" - leśne zwierzęta nie "zadzwonią" na Niego do straży miejskiej. I pewnie mundurowi musieliby się nieźle napocić w tej sprawie gdyby nie fakt, że "nurkownie" w odpadach dało rezultaty. Odnaleziono różnego rodzaju dokumenty z nazwiskiem i adresem. Jak się okazało mieszkaniec okolic Suchej Beskidzkiej w poszukiwaniu "ustronnego miejsca" przybył do stolicy powiatu. Worki przywiózł na przyczepie. Opuszczał swoje dotychczasowe lokum bo zapragnął zmienić górskie krajobrazy na szum morza bałtyckiego. Nie miał co zrobić z balastem niepotrzebnym w podróży więc wybrał leśny potok pozostawiając pamiątkę swojej obecności. Czy był to potomek spotkanego niegdyś starszego mężczyzny nie ustalono ale nagrodę z dziedziny ekologii otrzymał z najwyższej półki..


22.04.2010
Formuła I na targowisku

W sobotnią noc ok. godz. 23.oo strażnicy dostrzegli na placu targowym poruszający się pojazd niczym w zawodach Formuły I. Kierowca pędził drogą wzdłuż rzeki Stryszawki. Na zakręcie jego "bolid" wypadł z toru i wjechał w pryzmę śniegu. Mundurowi początkowo myśleli, że szofer był wielbicielem Kubicy i tylko brak przyczepności opon spowodował, że nie wyrobił na zakręcie. Dopiero gdy za kierownica dostrzegli młodzieńca o bardzo młodym wyglądzie wszystko się wyjaśniło. Kierowca lat 16 próbował swych "umiejętności" kierowania pojazdem ale brakło Mu doświadczenia. Nauczycielem i mentorem młodzieńca był Jego rodzony brat, który siedział obok kierowcy udzielając Mu zapewne wskazówek . Jednak gdy mundurowi poprosili "nauczyciela" o prawo jazdy okazało się, że dopiero ma zamiar zapisać się na kurs. Uczył metodą prób i błędów. Jednak im więcej pytań zadawali strażnicy młodzieńcom tym bardziej oczy wychodziły im z orbit ze zdziwienia. W posiadanie pojazdu do ćwiczeń, jak początkowo twierdzili, weszli pożyczając go od ojca ale nie chcieli go budzić wieczorową porą. Gdy jednak strażnicy, poprosili o dokument od samochodu sprawa się "rypła". Właścicielem pojazdu nie był rodzic tylko właściciel Firmy w której pracują. "Pożyczyli" go, by podnieść swoje umiejętności, a "marnował się" stojąc bezczynnie zaparkowany na terenie Firmy. Młodzieńcy trafili do KPP. Obudzony właściciel samochodu nie krył niezadowolenia z "wypożyczenia" pojazdu przez osoby, które mają zamiar zrobić prawko.


22.04.2010
Zemsta o świcie

Na gminnej tablicy informacyjnej przy jednej z ulic w Suchej Beskidzkiej po każdej nocy znikały wszystkie plakaty i ogłoszenia zawiaszone każdego ranka przez strażników. Mundurowi postanowili nieco utrudnić dowcipnisiowi ten proceder. Zamiast 5 zszywek służących do zawieszenia ogłoszenia "wstrzeliwali" 20 sztuk i więcej. Pomysł dał rezultaty po kilku dniach. Jak się okazało mężczyzna wstawał "z kurami" i gdy wszyscy jeszcze dobrze spali, trudził się czyszczeniem tablicy. Narzekając pod nosem na gęstość nabitych zszywek i rozglądając się dookoła zrywał ogłoszenia pozbawiania pozostałych mieszkańców informacji. To co robił wcześniej w ciągu krótkiego czasu zajęło mu ładnych kilka minut i tym samym, na co liczyli mundurowi, został dostrzeżony przez mieszkańca miasta. Gdy mundurowi zapukali do Jego drzwi zrobił "karpia" otwierając szeroko usta ze zdziwienia. Rozmowa dyscyplinująca w "stanowczej tonacji" wystarczyła. Na drugi dzień rano wszystko wisiało tak jak zostało powieszone. Mężczyzna nie wyjawił powodów takiego zachowania. Strażnicy jednak domyślają się, że powodem mogła być "nagroda" z dziedziny ekologii "za śmieci" jaką otrzymał w niedalekiej przeszłości. Widać nastawiając budzik na 4 rano, chciał mundurowym "dać do myślenia".


22.04.2010
Turyści z południa

Jeszcze dobrze nie rozpoczął się sezon turystyczny gdy do miasta zjechali się turyści z południowej Europy. W sobotnie przedpołudnie strażnicy dostrzegli ul.Handlowej kobietę ciemnej karnacji, która chciała "sprzedać" przechodniom swój ciężki los opisując go na kartce papieru, którą trzymała w ręce. Drugą rękę wysuniętą do przodu oczekiwała datków kiwając się przy tym w sposób przypominający przebytą ciężką chorobę. Na widok mundurowych wyprostowało Ją i cudownie ozdrowiała. Po wypowiedzeniu kilku słów przez strażników, opuszczając ręce wzięła nogi za pas. Jakiś czas później mundurowi dostrzegli innych "turystów" za południowej granicy. Dwóch mężczyzn wyposażonych we "włochate narzuty" ruszyło w górę ulicą 3 Maja, zaciągając się świeżym powietrzem górskiej okolicy . Mundurowi zapytali po polsku co tu robią. Kiwając głową, że nic nie rozumieją jak oparzeni zrobili w tył zwrot i skierowali się w drogę powrotną, co rusz oglądając się za siebie. Strażnicy obserwując Ich zachowanie trafili na magazyn "turystycznych" gadżetów - Volkswagen transporter na południowych rejestracjach. Pech chciał, że zaparkowali go na chodniku tak, że piesi mogli go tylko przeskoczyć. W środku siedział kierowca-turysta i gwizdując sobie pod nosem oczekiwał powrotu "zwiedzających" kolegów. Mundurowi nagrodzili magazyniera i by nie pobłądzili wskazali Im kierunek powrotu do domu.


10.03.2010
Pieszych przeszkody

Zimową porą chodniki "dają się" pokonać przez pieszych mieszkańców z różnymi przygodami. Najczęściej trzeba przypominać właścicielom przyległych nieruchomości o ich obowiązkach. Jednak trzeba mieć oczy szeroko otwarte by przejść bez problemów przez ulicę. Schodząc z chodnika na przejście można napotkać przeszkodę w postaci zaparkowanego pojazdu. Parkowanie na przejściach dla pieszych w zimie staje się normą. "Zdziwieni" kierowcy najczęściej nie słyszeli o znakach pionowych, "bo jakbym widział pasy, to na pewno bym nie stanął". W mieście, w którym drogi utrzymane są na biało, ciężko dostrzec pod białym śniegiem białe pasy. Mundurowi nie mogą powtarzać co usłyszeli od pieszych na temat kierowców, którzy serwowali im skok przez cztery kółka.


10.03.2010
Porcja żelaza

Mieszkańcy jednej z ulic naszego miasta powiadomili strażników, że na podwórku jednej z nieruchomości właściciel urządza sobie "grilla" serwując okolicy nieprzyjemny smrodek. Mundurowi z pewnym niedowierzaniem odebrali wiadomość bo przecież sezon grillowania zakończył się jesienią i w środku zimy nikt nie grilluje. Ale mając na uwadze motto, że "wszystko się może zdarzyć", pilnie ruszyli poszukując źródła zapachu. Bez trudu odnaleźli miejsce grillowania, po dymie wydobywającym się z ogrodzonej nieruchomości. Na miejscu na podwórku zastali metalowy pojemnik, z którego wydobywały się płomienie. W środku nie było ani kiełbasek ani karczku jak na grill przystało, tylko uzwojenie silnika i inne zwoje drutów. Wiadomo ze szkoły, że organizm potrzebuje żelaza ale czy takiego?. Strażnicy poprosili właściciela i przepytali na okoliczność "porcji żelaza". Okazało się, że chciał odzyskać drut, "nie mając" świadomości, że w okolicach nie można otworzyć okna, by nie wykręcić sobie nosa od smrodu palonego plastiku i gumy. Za źle rozumianą ekologię i podtruwanie okolicznych mieszkańców, strażnicy nagrodzili miłośnika grilla.



10.03.2010
Pieskie życie

Zapomniany, zabłąkany czy też porzucony, jak zwał tak zwał. Zjadł strażnikowi pół śniadania zanim dał się zaprosić do siedziby mundurowych. "Zapytany" o dowód tożsamości (czyt.breloczek) obrócił się do mundurowych tyłem "gwizdając" sobie na ich polecenia. Gdy zrozumiał, że nie chcą mu zrobić krzywdy nawet się zaprzyjaźnił, machając ogonem zwiedzał siedzibę strażników. W końcu nic nie zrobił, tylko "straszył ludzi". Spacerując obok Urzędu Miasta tropił przechodniów, obwąchując im torby. Kilkadziesiąt kilogramów z białymi zębami spotkane na chodniku powodowało, że przechodniom włosy stawały dęba. W końcu trafił do klatki. Obok w kojcu znajdował się kolega, tej samej rasy jednak znacznie większej postury, który wyrażał swoje niezadowolenie wyczuwając sąsiada za ścianą. On sam również trafił do klatki kilka dni wcześniej, po tym jak próbował się zaprzyjaźnić z osobami spacerującymi po dziedzińcu zamku. Czuł się jak u siebie w domu. Czy jego przodkowie w przeszłości dozorowali nieruchomość nie ustalono ale dał się w końcu zaprosić do stróżówki skąd trafił do kojca. Zwiedzający zamek mimo, że pies nie zachowywał się agresywnie gdy poczuli jak idzie za nimi 50 kilogramów na czterech łapach dostawali gęsiej skóry.


10.02.2010
Spotkanie po latach

W pierwszą sobotę stycznia ok. 23.oo na ulicy Semika mundurowi dostrzegli dwóch mężczyzn powracających z zakrapianego spotkania towarzyskiego. Nadmiar energii spowodował, że jeden z mężczyzn zaczął wyżywać się na koszach ulicznych. Strażnicy jak zawsze w takich sytuacjach "zaprosili" mężczyzn do samochodu służbowego. Po przewiezieniu do swojej siedziby hojnie nagrodzili energicznego młodzieńca, mieszkańca naszego miasta. Wypisali Mu kilkusetzłotową receptę mając jednocześnie nadzieję, że to Go wyleczy na jakiś czas. Następnie zapakowali "petentów" do samochodu i udali się w kierunku miejsca ich zamieszkania. Po drodze na ulicy Mickiewicza dostrzegli jednak kilka koszy porozrzucanych na chodniku. Jadąc dalej ujrzeli dwóch innych mężczyzn, którzy poruszali się w kierunku Dworca PKP. Jeden z Nich na pierwszy rzut oka "tropił węża" poruszając się zygzakiem. Na oczach strażników i siedzących na tylnym siedzeniu "petentów" wykrzesał z siebie resztki energii, przewracając stojące wzdłuż pasażu kosze. Mundurowi zatrzymali pojazd i mężczyzna trafił na tylne siedzenie samochodu. Jak się okazało był również mieszkańcem Suchej Beskidzkiej. Mętny wzrok nieco Mu się wyostrzył bo wśród petentów "zalegających" tylne siedzenie dostrzegł znajomych. Mimo bardzo młodego wieku nie widział Ich cyt.: "kopę lat". Do spotkania po latach przyczyniło się wspólne "hobby" - przewracanie koszy ulicznych. Po wylegitymowaniu mężczyzna został zwolniony do domu z poleceniem wstawienia się do siedziby straży, gdy będzie mniej "wstawiony". W poniedziałek zgłosił się w straży i w wyjaśnieniach złożonych mundurowym przyznał się do występku, nazywając swoje zachowanie głupotą. Jego kieszonkowe pomniejszone zostało o kilkaset złotych ..za głupotę.



10.02.2010
Szczekająca dziura

Przy ulicy Makowskiej w Suchej Beskidzkiej na popołudniowej zmianie, strażnicy zostali wezwani do "szczekającej dziury". Na miejscu okazało się, że na dnie wybetonowanego dołu głębokości kilku metrów odpoczywał piesek. Pokonał ogrodzenie przewidziane dla ludzi. Zmęczony wzywaniem pomocy skulił się w rogu betonowej pułapki. Było już ciemno. Strażnicy zeszli na dół i wydobyli nieszczęśnika z opresji. Zwierze było mocno wystraszone, nie rozumiejąc zamiarów mundurowych. Pies nie miał breloczka z numerem, nikt Go nie szukał dlatego swoją podróż zakończył w schronisku w Nowym Targu licząc, że odmieni się jego los.


10.02.2010
Torebka na spacerze

W sobotnie przedpołudnie po interwencji na trasie rowerowej przy ul. Mickiewicza w Suchej Beskidzkiej strażnicy już mieli odjeżdżać z miejsca zdarzenia gdy jeden z Nich dostrzegł obok schodków do pobliskiego sklepu pozostawioną na chodniku torebkę. Wokół nie było nikogo. Mundurowi zainteresowali się znaleziskiem zabierając zgubę do samochodu. Po zajrzeniu do środka znaleźli dowód osobisty, inne dokumenty oraz kilkaset złotych. Gdy próbowali ustalić w jaki sposób się tam znalazła w odległości kilku metrów dostrzegli kobietę idącą w ich kierunku - pasowała do zdjęcia w dowodzie osobistym znalezionym w torebce. Zagadnęli Panią na okoliczność znaleziska. Jak twierdziła była w sklepie kilkaset metrów dalej na zakupach. Pewna jest, że weszła do sklepu z torebką. Stojąc w kolejce, podczas rozmowy ze znajomą odłożyła ją na bok i po chwili zorientowała się, że torebka wyparowała. Czy złodziej widząc nadjeżdżających strażników porzucił "gorący towar" i nie zdążył opróżnić zawartości? Pewne jest, że torebka sama nie da rady pokonać kilkaset metrów. Jednak fakt odzyskania torebki z nietkniętą zawartością wywołał radość na twarzy właścicielki i tym samym można było dokończyć zakupy w mieście..


10.12.2009
Buso-śmieciarka

Mieszkaniec powiatu oświęcimskiego kupił kilka lat temu dom w Suchej Beskidzkiej. Remont prowadzi we własnym zakresie przystosowując pomieszczenia do zamieszkania. Niestety "nie wiedząc", że odpady z remontów należy wywozić na składowisko odpadów w Suchej Beskidzkiej złożył je obok pojemnika igloo. Pech chciał, że mundurowi poszukiwacze "dzikich" odpadów skontrolowali zawartość worka. Natknęli się na szereg dokumentów zawierających dane osobowe, których zwykle nie wyrzuca się gdzie popadnie. Strażnicy szybko namierzyli sprawcę zapraszając Go do swojej siedziby. Mężczyzna skorzystał z prawa odmowy przyjęcia mandatu i tym samym sprawa trafiła do Sądu, który wymierzył Mu sprawiedliwość.

Od tego zdarzenia minęło kilkanaście miesięcy. W listopadowe sobotnie przedpołudnie strażnicy natknęli się na "dzikie worki" na ul. Role złożone przy pojemniku na odpady segregowane. Worki "zjawiły się" w tym miejscu kilka godzin wcześniej ponieważ strażnicy w poprzedni dzień kontrolowali to miejsce i było czysto. Złożono je tuż pod naklejoną na pojemnikach informacją o sankcjach związanych ze składowaniem odpadów wokół pojemnika.

Sprawdzenie zawartości worka wywołało u strażników wytrzeszcz oczu. Z niedowierzaniem patrzyli na znalezisko - wśród odpadów odnaleźli potwierdzoną kopię odwołania od wyroku Sądu w sprawie sprzed kilkunastu miesięcy, w którym mężczyzna uzasadnia swoje racje. Strażnicy ponownie zaprosili mężczyznę do swojej siedziby. Mężczyzna i tym razem twierdził, że nie wie jak to się stało, bo przecież wszystkie odpady z remontów zabiera do miejscowości w której ma zameldowanie. Amnezją wykazał się również w przypadku ostatniego zdarzenia zakończonego w Sądzie. Mundurowi nie uwierzyli w zjawiska paranormalne - samoistne przemieszczanie się worków i ponownie powierzyli los mężczyzny Temidzie. Mając na uwadze, że mężczyzna nie dysponuje samochodem strażnicy "przypuszczają", że wywozi śmieci busem, czyli kierowca busa zabiera mężczyznę z Jego "inwentarzem" a następnie "upycha" pozostałych pasażerów między workami i tak jadą przez 38 km..?


10.12.2009
Kurs ekonomii w parku

Strażnicy często w ramach swoich obowiązków "zapuszczają się" do parku zamkowego. W sobotnie popołudnie na koniec zmiany postanowili jeszcze raz "obczaić" ten teren. W okolicach stawu dostrzegli na jednej z ławek, trzech mężczyzn, którzy coś spożywali. Początkowo przypuszczali, że na świeżym powietrzu mężczyźni delektują się źródlaną wodą Jana, jednak pod ławką dostrzegli ukrytą butelkę kształtem w niczym nie przypominającą mineralnej.

Rozmowa szła Im w najlepsze aż mundurowi podeszli do ławeczki. Rozpoznali mężczyzn, mieli z Nimi do czynienia w przeszłości. Znani byli z tego, że nie gustują w mineralnej. Na miejscu okazało się, że tylko dwóch z Nich umilało sobie dialog "wodą rozmowną" o nazwie Beczka Mocna. Trzeci mimo wcześniejszych ciągotek do trunków, o dziwo nie pomagał towarzyszom wypoczynku. Widać, że nie spodziewali się mundurowych o tej porze bo na twarzy malował się wyraz zdziwienia. Mając na uwadze, że moc Mocnej Beczki odczuwa się z lekkim przesunięciem czasu o ok. 30 minut, strażnicy spieszyli się z wypisaniem kredytów - po sto złotych. Podliczając rachunek ekonomiczny spożycia pod chmurką wyszło na minus.

Koszty "wody rozmownej" wynosiły ok. 6 złotych, więc objętość jak i cena zachęcała do wypicia. Również biorąc pod uwagę stosunek ceny do objętości to wprowadzenie się stan nieważkości przy pomocy owego trunku wyszłoby Im ekonomicznie, jednak mundurowi sprawili bilans ujemny.


10.11.2009
Miłośnicy wrażeń
Nocne zmiany z soboty na niedziele obfitują w różnego rodzaju zdarzenia i nie pozwalają się nudzić mundurowym. Ulubionym zajęciem młodych mężczyzn odwiedzających miasto jest kopanie i przewracanie koszy ulicznych. Spożywając w okolicznych lokalach procentowe trunki, wyładowują energię na stojących koszach. Faktem jest, że zwykle tam gdzie mieszkają nie ma takich urządzeń, stąd może "zainteresowanie" tym tematem w naszym mieście. Kilku mężczyzn spacerując wzdłuż ul.Mickiewicza zabawiało się "boksując się " z koszami. Nie wiedzieli, że oczy strażników "zawieszone były" na ich postaciach. Położyli kilka koszy, widząc to strażnicy podjęli "rękawicę" i rozpoczęli pościg. Trzeba było się nabiegać pokonując kilkaset metrów zanim ujęto nastolatków. Okazało się, że mężczyźni są z okolic Makowa Podhalańskiego. Z czterech mężczyzn dwóch miłośników wrażeń, sprawców demolki otrzymało w nagrodę kwity na kwotę, która zrobiła na Nich wrażenie...


10.11.2009
Zapomniany na zakupach

W sobotni wieczór ok.22.oo po zamknięciu sklepu pracownicy Savii zorientowali się , że przy sklepie został "zaparkowany" sympatyczny piesek. Oczekiwanie na swojego pana wypełniał szczekaniem. Pracownicy powiadomili nocną zmianę Straży Miejskiej o znalezisku. Mundurowi po przybyciu na miejsce dowiedzieli się, że właściciel zwierzęcia kupił wysokoprocentowy trunek i się oddalił. Na szczęście dla zwierzęcia na obroży miał przyczepiony znak rozpoznawczy - breloczek z numerem. Strażnicy wzięli na kolana wesołe zwierzę i udali się do swojej siedziby ustalić właściciela. Podczas gdy przeglądali listę z adresami zwierząt, piesek poczuł się jak w domu biegał po biurze, zwiedzając siedzibę strażników. Ponowna podróż samochodem zakończyła się pod domem właściciela. Na pytanie strażnika gdzie ma psa właściciel odpowiedział stanowczo cyt." w pokoju", jednak gdy za pleców wyłonił się drugi strażnik z milusińskim na rękach, źrenice Mu się nieco rozszerzyły ...

 


06.10.2009
Nie zamawiał budzenia

Przy jednej z ulic naszego miasta na ławce znany z nazwiska mężczyzna po całodniowych trudach związanych z poszukiwaniem pracy zasnął snem kamiennym. Swój zawód - "miłośnika nalewek" uprawia od wielu lat, toteż po całodziennym wysiłku zmróżył nieco oko. Na ławce oraz obok ławki lezały opróżnine do kropli plastikowe butelki po tanim alkoholu. Papieros w ręce wypalony do połowy świadczył, że dopiero co zakończył "łechtanie kubków smakowych". Jak się okazało, ławka była dla Niego od kilku dni domem. Spał na niej i wietrzył ubranie a opuszczał ją jedynie idąc po prowiant. Mimo, że do prawdziwego domu miał niewiele ponad kilometr, droga prowadziła pod górę, toteż nie był w stanie pokonać takiej trudności. Nie zamawiał budzenia ale mundurowi postawili Go do pionu i wskazali azymut do domu.Zmęczonym krokiem ruszył wolno, oglądając się za siebie ...


06.10.2009
Bezdomny milusińki

Zaniepokojona losem bezdomnego zwierzęcia mieszkanka Suchej Beskidzkiej powiadomiła mundurowych o tym, że sympatyczny milusiński chodzi po śmietnikach w poszukiwaniu strawy. Na pierwszy rzut oka było widać, że pochodził z dobrego domu. Czy się zagubił czy brak agresji spowodował, że poprzedni właściciel się go pozbył nie ustalono. Strażnicy zaopiekowali się nim i zabrali zwierze do ZK (czytaj: Zakład Komunalny). Tylko piesek był niezadowolony, "na odchodne" pokazał strażnikom język.. Nikt go nie szukał, tym samym trafił do Schroniska w Nowym Targu. Wśród nowych "kumpli" z całego Podhala na pewno poczuje się lepiej. Będzie miał wikt i opierunek . Ponieważ jest sympatycznym pieskiem szybko trafi do rodziny zastępczej.


20.08.2009
Pub na miarę potrzeb

Spożywanie napojów "wyskokowych" w miejscach publicznych jest zabronione, o czym przekonali się na własnej skórze miłośnicy "rekreacyjnego" picia trunków. "Jedni chodzą na grzyby, inni łowią ryby a my lubimy się napić, takie hobby..." twierdzi jeden z mieszkańców z długoletnim stażem w tym zakresie. Wypierani z miejsc publicznych przez służby mundurowe, znajdują coraz to nowsze miejsca przystosowując je niejednokrotnie do swoich potrzeb.

Pomysłowością wykazała się nazywana przez strażników "grupa beskidzka", reprezentująca w większości osiedla mieszkaniowe zasilana czasami przez przybyszów z innych gmin. Niedaleko centrum miasta, w okolicach torów kolejowych, wybudowali nowy lokal - PUB na miarę potrzeb. "Inwestycja" wymagała wiele wysiłku i środków by skutecznie chronić przed słońcem i deszczem hobbystów. Ponieważ budowlę wykonano bez "projektu i zezwolenia", wkrótce zapewne nastąpi "nakaz" rozbiórki.


20.08.2009
Do trzech razy sztuka

Egzekwowanie przepisów wynikających z Regulaminu utrzymania czystości i porządku na terenie miasta Sucha Beskidzka to jedno z podstawowych zadań straży miejskiej. Mundurowi "zaglądają" w miejsca gdzie podrzucane są odpady. Mimo, że niektórzy mieszkańcy w przeszłości byli w konflikcie ze strażnikami w temacie śmieci to surowe kary nic Ich nie nauczyły.

Mieszkaniec jednej z ulic naszego miasta kiedyś w Sądzie otrzymał 300zł kary za coś, co jak twierdził nie zrobił, bo śmieci wprawdzie były z Jego domu ale chyba same "wyszły" bo On ich nie wynosił. Pisał pisma i interpelacje, że mieszka z rodziną ale na co dzień nie produkuje żadnych odpadów ale żeby "mieć spokój" ze strażnikami kupił kilka worków i nadal ma je w domu na półce. Jednak nie trzeba było długo czekać by życie zweryfikowało Jego poglądy. Pewnego popołudnia wyniósł znaczną ilość swoich śmieci pod pojemnik igloo "poprawiając" wizerunek miasta. Nie sądził, że mundurowi będą się tym interesować. Poproszony na miejsce "składowiska" przyznał, że odpady tym razem stanowią Jego własność i bez słowa zaprzeczenia "pozwolił się" ukarać.


20.08.2009
Mikołaj w parku

Podczas "odwiedzin" zespołu zamkowo-parkowego strażnicy natknęli się na dwóch młodych mężczyzn i kobietę, którzy wypoczywali na ławeczce słuchając śpiewu ptaków. Na pierwszy rzut oka nie było w tym nic nietypowego gdyby nie fakt, że miedzy nimi stała szklana butelka. Strażnicy postanowili skontrolować ich formę wypoczynku. Jak się okazało na ławeczce stała butelka wódki w części opróżniona. Mężczyźni stwierdzili, że butelkę przyniósł jakiś nieznany im mężczyzna, który poprosił żeby jej przypilnowali a następnie oddalił się . Czas pilnowania Im się dłużył więc postanowili naruszyć jej zawartość i skosztować po kielichu.

Strażnicy słuchając Ich opowieści z niedowierzaniem rozglądali się po parku za Mikołajem wiedząc, że z prezentami przychodzi tylko w grudniu. Postanowili wylegitymować mężczyzn. Jeden z Nich w przeszłości musiał opuszczać lekcję matematyki. Twierdząc, że jest dorosły, podał rok urodzenia 1992. Mundurowi przeprowadzili "symulacje matematyczną" udowadniając , że pełnoletnim będzie dopiero za ładnych parę miesięcy. Drugi z mężczyzn zaniemówił, powodem było to, że był z tego samego roku ale czuł się równie dorosły co kolega. Strażnicy nie uwierzyli w wersje o Mikołaju, nie wzięli również pod uwagę niedociągnięć z matematyki i postanowili wyciągnąć konsekwencje przewidziane w tym zakresie...


08.06.2009
Nauka nie poszła w las

Nie tak dawno temu na ul.Role w Suchej Beskidzkiej zabrano pojemniki do segregacji. Powód - były napełniane niekoniecznie odpadami z których można jeszcze coś odzyskać. Bez wątpienia pomocnikami w nieprawidłowym segregowaniu byli mieszkańcy okolic Suchej Beskidzkiej, którzy przejeżdżając ulicą Role upatrzyli sobie dogodne miejsce do pozostawienia swoich odpadów. Zatrzymując się na przystanku autobusowym upychali "misz-masz" do pojemników a co się nie zmieściło pozostawiali pod pojemnikiem. Najczęściej proceder taki odbywał się nocą ale co zdolniejsi robili to również w dzień ale w iście sportowym stylu. Cała operacja "podrzutu" trwała najczęściej kilka sekund a potem w długą. Powrót pojemników nastąpił pod warunkiem prawidłowego segregowania.

Poczuciem odpowiedzialności i dotrzymania obietnicy wykazał się jeden z mieszkańców naszego miasta. Gdy zobaczył pojazd na przystanku i kierowcę, który taszczył worek pod pojemniki pobiegł w jego kierunku chcąc podzielić się z nim wiedzą na temat segregacji. Niestety na Jego widok, kierowca siadł pośpiesznie do swojego pojazdu i odjechał w siną dal. Nie pomogły nawet sygnały do zatrzymania się dawane przez mieszkańca naszego miasta. Kierowca wrócił do domu w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Wysegregował odpady pod pojemniki a jednocześnie zaoszczędził kilka złotych na wywozie ze swojej posesji.

Jego niezmącony spokój trwał kilka dni do czasu gdy listonosz przyniósł Mu zaproszenie do siedziby Straży Miejskiej. Był nieco zdziwiony zaproszeniem bo mieszka ok. 20 km od Suchej Beskidzkiej i wie, że uprawnienia strażników kończą się wraz z granicami miasta. Podczas składania wyjaśnień w Straży Miejskiej "dał się przekonać", że popełnił błąd i tym samym został "nagrodzony" 200 złotowym mandatem z sugestią by w przyszłości swoje odpady pozostawiał w swojej miejscowości.


08.04.2009
Mundurowi sprinterzy
Mimo, że za oknem pogoda zmienna, wiosna nie zadomowiła się w pełni, w parku zamkowym ruszył sezon "grzewczy". Kilku mężczyzn urządziło sobie cocktail party, serwując gatunkowy alkohol. Patrol mieszany Dzielnicowy i Strażnik Miejski zainteresowali się uczestnikami posiedzenia, jednak na widok mundurowych mężczyźni "poszli w długą". Mundurowi popatrzyli na siebie porozumiewawczo i traktując to jak wyzwanie wystartowali do pościgu za uciekinierami.

Uczestnicy spotkania pobiegli co sił w nogach na górę Jasień i .dali się złapać. Nie było to jednak dla Nich ujmą, ponieważ ścigali ich zawodnicy Babiej Góry. Jeden czynny piłkarz w policyjnym mundurze a drugi były już zawodnik tego klubu ale z zapasem kondycji na wiele lat. Potraktowali to jak trening wytrzymałościowy w pracy. Mundurowi nie biegali jednak na darmo, wypisali kilka mandatów a scena pościgu może skuteczniej odstraszy organizowania tego typu spotkań w miejskim parku.


08.04.2009
Kąpiel w deszczówce
W samo południe w okolicach pasażu przy ul. Mickiewicza strażnicy dostrzegli mężczyznę leżącego w kałuży wody, nad Nim pochylała się młoda kobieta. Mundurowi podeszli do Nich oferując swoją pomoc.

Jak się okazało kobieta próbująca postawić mężczyznę "do pionu" była Jego ślubną. Robiła zakupy w pobliskich sklepach.
Widać, że trwało to jakiś czas bo prawdopodobnie znudzony mąż doprowadził się w tym czasie do stanu nieważkości. Nie mogąc utrzymać równowagi zaserwował sobie kąpiel w deszczówce. Strażnik i małżonka mężczyzny wzięli Go "pod pachę" i na piechotę próbowali podprowadzić Go "na busa". Jednak giętki kręgosłup nie pozwolił mężczyźnie do niego wsiąść, a przewidując problem z wysiadaniem małżonka, kobieta zdecydowała o powrocie do domu taksówką. Doświadczony taksówkarz zdecydowanym i niezwykle sprawnym ruchem zapakował mężczyznę do swojego samochodu i tym samym razem pomknęli szczęśliwie do miejsca zamieszkania.

Zakupy w Suchej Beskidzkiej pozostaną w pamięci kobiety na wiele miesięcy, bo oprócz taszczenia wypchanych toreb trzeba było jeszcze taszczyć pół żywego, życiowego partnera.


08.04.2009
Zajęcia pozalekcyjne

Wiosenne zajęcia w terenie zorganizowała sobie grupa uczniów suskiej szkoły średniej. Za sale wykładową obrali sobie plac przy wodospadzie na rzece Stryszawka. Tematem zajęć był wpływ procentów na organizm uczniowski. Nie tracąc zbędnego czasu ostro zabrali się do "nauki". Za podręczniki posłużyły im flaszka wódki, puszkowe piwo i soczek. Nauczycielem zapewne był jedyny dorosły w grupie czterech mężczyzn, który zaopatrzył uczniów w "podręczniki" w pobliskim sklepie. Wykładowca jedynie przyglądał się zmaganiom kolegów nie korzystając z "książek".

Pech chciał, że teren ten "upatrzyli sobie" mundurowi, kontrolując go dość często i dostrzegli uczniów aktywnie uczestniczących w zajęciach. Na widok nieproszonych gości mężczyźni "wzięli nogi za pas", dwóch "poszło" kładką a dwóch w nurt rzeki. Na oczach strażników jeden z kąpiących się zaczął mieć kłopoty w wodzie, plecak popłynął mu z prądem rzeki. Strażnicy o mały włos musieliby sprawdzać swoje umiejętności pływackie w zimnej wodzie. Jednak pobudzony procentami młody mężczyzna wykaraskał się z kłopotów, wyszedł na brzeg po drugiej stronie rzeki i "dał nogę". Strażnicy ujęli zaraz jednego z mężczyzn, a ujęcie pozostałych zajęło im kilkanaście minut. Wsparci przez Dzielnicowych przewieźli młodzieńców do KPP skąd odebrali ich dorośli.

Okazało się, że w zajęciach pozalekcyjnych brali udział koledzy z jednej klasy: jeden 17-latek, dwóch poniżej 17 lat i jeden dorosły 18-latek, dostawca "podręczników". Oceny z zajęć pozalekcyjnych wystawi im Sąd dla Nieletnich.


10.03.2009
Kryzys dotknął ptaki
Był grudniowy dzień gdy jeden z mieszkańców miasta zadzwonił do Straży Miejskiej, że grupa ptaków z impetem uderzyła w budynek w którym mieszka. Po przybyciu na miejsce stwierdzono, że na chodniku oraz obok budynku leży pięć martwych ptaków. Strażnikom przyszło sprawdzić swoją wiedzę z zakresu ornitologii. Rozpoznali ptaki jako jemiołuszki, ptaki wędrowne, które ponoć w Polsce występują podczas przelotów od listopada do marca. Wezwany na miejsce weterynarz obejrzał ptaki ale nie mógł już nic dla nich zrobić. Co spowodowało targnięcie się na życie przez całą rodzinę nie udało się wyjaśnić. Na pewno nie był to kredyt we frankach na swoje gniazdko...


10.03.2009
Postój bez znaku zakazu
Wielu kierowców po zdaniu egzaminów na prawo jazdy "zapomina" co wykładowcy starali się im "wpoić" przez cały okres trwania kursu. "Doświadczony" kilku letni kierowca z biegiem upływu czasu jeździ na pamięć a w kontaktach z służbami mundurowymi twierdzi, że bardzo dobrze zna przepisy ruchu drogowego. Stawiając swój pojazd na skrzyżowaniu w obecności strażników szuka znaku zakazu postoju. Gdy go nie znajduje pyta się mundurowych "co się do Niego przyczepili" jak stoi prawidłowo. Gdy strażnicy proponują grzywnę w wysokości 300zł zgodnie z taryfikatorem, najczęściej wzywają Boga "nadaremno" a potem słabną nie wiedząc , że mundurowi zawsze mają przy sobie apteczkę pierwszej pomocy i są przeszkoleni w tym zakresie...



12.12.2008
Przejazdem przez Suchą
Po uroczystej mszy z okazji Odzyskania Niepodległości orszak uczestników miał udać się na ulicę Piłsudskiego. Na trasie przemarszu pojawiły się służby porządkowe - patrole mieszane: Strażnik i Policjant. W Rynku, obok stojących mundurowych przejechał pojazd osobowy w którym znajdowało się dwóch młodych mężczyzn. Przez otwarte okna samochodu słychać było głośne "utyskiwania" prawdopodobnie skierowane pod adresem służb porządkowych. Gdy tylko minęli stojących na chodniku mundurowych, pasażer samochodu wyrzucił przez okno garść odpadów, które rozsypały się po skrzyżowaniu. Widząc zapewne, że mundurowi są "na piechotę" pomyśleli, że to co zrobili ujdzie im na sucho. Jednak gdy zmierzając ul.Piłsudskiego przy skrzyżowaniu z ul.Szpitalną zobaczyli innego Strażnika i Policjanta tym razem z lizakiem w ręce nie było Im do śmiechu. Po zatrzymaniu pojazdu, okazało się, że obaj mężczyźni są mieszkańcami podmakowskiej miejscowości i przejeżdżali przez Suchą swoim wehikułem. Tak się czuli swobodnie wdychając suskie powietrze, że zapomnieli przy tym zapiąć pasów bezpieczeństwa. Pasażer, który kilkaset metrów wcześniej "ukwiecił" ulicę odpadami był tak niezadowolony z życia, że swoje wyjaśnienia wspomagał słowami uważanymi za wulgaryzmy. Tym samym w wyniku "kumulacji" pasażer odjechał z kwitem wartości 500 zł, a kierowca "zadowolił się" 100 złotowym kredytem. Pewnie następnym razem wybiorą inną drogę powrotu do domu.

12.12.2008
Załapał się na kredyt
Strażnicy przejeżdżając ul. Mickiewicza dostrzegli na przystanku autobusowym mężczyznę, który raczył się alkoholem. W obrębie przystanku znajdowało się sporo osób oczekujących na busa. Strażnicy nie mogli przejechać obojętnie i "tradycyjnie" udzielili Mu "kredytu". Mieszkaniec okolic Suchej Beskidzkiej po jego przyjęciu stwierdził, że jakiś czas Go nie będzie, bo celem jego wyjazdu jest Zakład Karny. Pokazał nawet skierowanie na 3 letni pobyt z wiktem i opierunkiem gratis. Jak twierdził pieniądze na bilet do nowego miejsca pobytu dała Mu mamusia ze swojej emerytury - całe 10zł. Stres związany z wyjazdem łagodził alkoholem. Mężczyzna znany był z tego, że miał lepkie ręce i w przeszłości "zapuszczał się" również na teren naszego miasta. Teraz zarówno mama jak i miasto Sucha Beskidzka nieco odpoczną.



12.12.2008
Świński problem
Mieszkaniec okolic Suchej Beskidzkiej jadąc ulicą Role transportował na przyczepie zwierzę, które na co dzień podawane jest na talerzu. Gdy dojechał do swojej miejscowości stwierdził ze zdziwieniem, że towar z przyczepy wyparował. Ponad sto kilogramów nie mogło zapaść się pod ziemię, dlatego rozpoczął poszukiwania na trasie przejazdu. Tymczasem pierwszy sygnał o rzekomo poruszającym się zwierzęciu z pewnym niedowierzaniem strażnicy otrzymali ok. 6.10 rano i szybko udali się we wskazane miejsce. Mimo, że osobnik miał być jasnego umaszczenia z kręconym ogonkiem w ciemnościach nie odnaleźli zguby pasującej do opisu. Ok. godz. 11.00 ponownie mieszkaniec miasta zaalarmował mundurowych. Tym razem na poboczu wśród traw dostrzeżono blond uciekiniera. Wyskakując z przyczepy przy prędkości 50 km/h zwierze na chwilę cieszyło się wolnością ale połamało nogi i inne części ciała. Wezwany weterynarz a następnie okoliczny rzeźnik skrócił cierpienie zwierzęciu. Przewiezione do rzeźni, "rozebrane" czekało na właściciela. Po południu do siedziby straży miejskiej zgłosił się właściciel zwierzęcia i z pewną nieśmiałością w głosie zapytał czy nie widzieliśmy Jego świnki.


14.11.2008
Błysnęli pomysłowością
Pracownicy firmy prowadzącej remont budynku na terenie naszego miasta wpadli na pomysł pozbycia się wszystkiego co niepotrzebne na budowie inaczej niż przewiduje to regulamin. Przyjechali półciężarówką wyładowaną odpadami na jedną z ulic gdzie stoją pojemniki igloo do segregacji i rozpoczęli "upychanie" tego do pojemników. Folia budowlana i inne odpady nie pokrywały się z oznaczeniami na pojemnikach, mimo to mężczyźni szybko i skrupulatnie wrzucali je do środka. Czuli "pismo nosem" bo rozglądali się z pewnym zaniepokojeniem ale tylko w jedną stronę nie przypuszczając, że są pod obserwacją mundurowych. Na twarzach wyłonił się obraz zdziwienia gdy po kilku minutach nieprzerwanej harówki od strony zaparkowanej ciężarówki "wyrośli" mundurowi. Jak się okazało dla jednego z mężczyzn (tak twierdził) był to pierwszy dzień pracy. Drugi nieco bardziej doświadczony pracował już kilka miesięcy. Obaj chcieli się "wykazać" inicjatywą i pozbyć balastu bez ponoszenia kosztów przez Firmę w której byli zatrudnieni. Mimo chęci koszty i tak Ich nie ominęły…


14.11.2008
Grzybobranie

Mimo, że sezon na grzybobranie już minął strażnicy nie mogli się nadziwić rodzinie "podgrzybków" wyrosłych w lesie przy drodze do siedliska Kubasiaki. Jak z daleka wyglądały dorodnie i kolorowo, jednak z bliska nie budziły entuzjazmu. W pobliżu potoczek, środek lasu a wśród tego krajobrazu poremontowy "misz-masz". Na początku wszystko wskazywało, że za tą sprawą stoją leśne duszki, gdyż niezwykle trudno znaleźć jakiś dowód na pochodzenie znaleziska. Jednak po solidnym przyjrzeniu się "rodzinie", wśród podgrzybków trafił się prawdziwek – faktura z adresem odbiorcy. Tym samym okazało się, że pojemniki plastikowe, folie nie "wyrosły" w lesie tylko zostały do niego przywiezione. Namierzenie właściciela było już tylko formalnością…

14.11.2008
Wyskoczył do miasta

We wtorkowy poranek ok.5.30 na środku ul.Mickiewicza naprzeciw starego przedszkola strażnicy dostrzegli zwierzę "kurczowo" trzymającego się środka jezdni. Początkowo myśleli, że boi się pojazdów przejeżdżających po obu jego stronach. Jednak wszystko wkrótce było jasne. Zwierze przyszło do miasta z lasu. Przepisy ruchu drogowego były mu obce, więc przechodził przez ulicę w miejscu niedozwolonym. Spotkanie z pojazdem przepłacił zdrowiem. Kierowca, który go zapewne potrącił nie spodziewał się na swojej drodze pieszego z rudą kitą. Tym samym zwierzak nie mógł już wrócić do lasu bo nie dał rady chodzić. Wezwany przez strażników weterynarz podjął decyzję w jego sprawie…

14.11.2008
Dzień otwartych drzwi

Na jednym z parkingów na os. Na Stawach w Suchej Beskidzkiej strażnicy zainteresowali się zaparkowanym tam pojazdem. Nikogo przy nim nie było a mimo tego pojazd zachęcał do "wskoczenia i …w drogę". Kluczyki znajdowały się w drzwiach samochodu a bagażnik był otwarty. Przechodnie nie zwracali na to uwagi. Przez kilkanaście minut nikt nie zainteresował się otwartym pojazdem. Kuszenie złodzieja czy po prostu roztargnienie właściciela zastanawiali się mundurowi, którzy szybko ustalili właściciela i zapukali do Jego drzwi. Właściciela nie było w domu, wyszedł a z relacji domowników wynikało, że miał nim jechać załatwiać jakieś sprawy ale widać zmienił plany i poszedł w miasto pozostawiając otwarty pojazd...

23.10.2008
Na ławce rezerwowych

W sobotnią noc strażnicy zainteresowali się grupą mężczyzn przebywających na terenie ogrodzonego boiska szkolnego Gimnazjum usiłując ustalić cel ich wizytacji. Kilku mieszkańcom naszego miasta, towarzyszył mieszkaniec województwa śląskiego znany strażnikom z wcześniejszych "występów".
Dwa tygodnie wcześniej zakończył kilkumiesięczną "odsiadkę" i aby zapewne to uczcić przyjechał do Suchej na "gościnne występy". Strażnicy ratowali mu wówczas życie "ściągając" go z ul.Wadowickiej, na której siedział nie zważając na pędzące samochody.
Tym razem nic nie zrobił, wiec wraz z kompanami mógł kontynuować tournée po klubach i lokalach. Strażnicy nie przypuszczali, że jeszcze tej nocy przyjdzie im się ponownie spotkać. Po północy mundurowi dostrzegli karetkę pogotowia wjeżdżającą na sygnale na stadion Babiej Góry. Jak się okazało załoga karetki pogotowia wezwana została do mężczyzny, który miał leżeć na ławce. Mundurowi włączyli się w poszukiwania. Wspólnie odnaleziono mężczyznę "grzejącego" ławkę rezerwowych.
Do występu drużyny Babiej Góry pozostało wiele godzin. Tak mu się dłużyło, że postanowił się zdrzemnąć. Mimo, że temperatura spadła do 0°C, alkohol pomógł mu w zamknięciu oczu. "Rezerwowym" okazał się mężczyzna wcześniej spotkany przez strażników, który zgubił swoich towarzyszy. Nic Mu nie było, tylko procenty szumiały w organizmie wiec karetka mogła opuścić stadion a strażnicy "zajęli się" delikwentem.
W samochodzie nieśmiało zapytał mundurowych czy nie widzieli Jego kompanów. Był z daleka więc resztę nocy spędził na dworcu PKP przytulony do kaloryfera. Ok. 4.oo nad ranem "procenty" nieco Go opuściły i żwawym krokiem udał się w kierunku miejsca zamieszkania.


10.09.2008
Suskie handlowanie

Suski jarmark od wczesnych godzin rannych zapełnia się kupcami, rolnikami i producentami różnych artykułów. Mimo, że mundurowi dwoją się i troją aby wyeliminować "dziki" handel, na placach we wtorkowe poranki pojawiają się również osoby testujące czujność służb porządkowych. Okres wakacyjny jest szczególnym okresem dla tego typu zjawiska. Pojawiają się osoby najczęściej bez stałego miejsca pobytu, bez zezwolenia na handel, które próbują sprzedawać towary niewiadomego pochodzenia. Gdy strażnicy pytają o dokumenty związane z handlem twierdzą, że "Konstytucja zapewnia im prawo do pracy..", ale "zapobiegliwie" mają wyliczoną kwotę na mandat. Również ostatnio pojawiają się obcokrajowcy głównie krajów członkowskich Unii, którzy zachęcają do kupowania towarów wątpliwej jakości. Swoją bazę magazynową mają zazwyczaj w sąsiedniej uliczce. Samochody osobowe na rejestracjach południowych krajów obładowane towarami przypominają małe tiry. Przywożą głównie kołdry, elektronarzędzia i inne towary. Bardzo dobrze dogadują się z potencjalnymi klientami, jednak na widok mundurowych tracą mowę i nic nie rozumieją. Mieszkaniec powiatu suskiego chcąc sprawdzić sprawność urządzenia elektrycznego przyszedł do biura targowego wraz ze sprzedawcą obywatelem kraju Unii. Gdy ten zobaczył siedzącego w biurze targowym mundurowego zbladł a następnie stracił mowę. Potencjalny klient mimo, że wcześniej dobrze się dogadywał ze sprzedawcą nie znalazł z Nim wspólnego języka...

27.07.2008
W czynie społecznym

Wielbiciele taniego alkoholu, wypierani przez służby mundurowe z miejsc ogólnie dostępnych, znajdują nowe miejsca do uprawiania swoich zamiłowań. Tym razem znaleźli nowe lokum za Dworcem Autobusowym w Suchej Beskidzkiej gdzie pod osłoną zarośli, w towarzystwie hałasu przejeżdzających pociagów prowadzą dyskusje nad swoim "cięzkim" losem. W czwartkowe przedpołudnie strażnicy kontrolując owe miejsce natknęli się na czterech mężczyzn, elitę "miłośników nalewek" - trzech miejscowych wspomaganych przez bezdomnego z okolic Makowa Podhalańskiego, który wraz z całym swoim dobytkiem (materacem do spania i reklamówką) dzielnie towarzyszył swoim kompanom w opróznianiu plastikowych butelek. Tak byli zajęci swoimi sprawami, że nie dostrzegli zblizających się mundurowych.Strażnicy skutecznie przerwali im nalewkowe "zamgania". Na zadane pytanie, kto pozostawił tyle plastików w tym miejcu usłyszeli, że to nie oni. Jednak już po kilku minutach dialogu, wyrazili chęć przywrócenia tego miejsca do estetycznego wyglądu. Widać, że od dawna nie pracowali fizycznie (bezrobotni z wyboru) bo już po 20 minutach sprzatania jeden z mężczyzn poczuł zmęczenie i"zarządał" przerwy. Końcowym efektem ich "czynu społecznego" było 20 worków butelek i kartonów, które pozostawili w tym miejscu rzekomo ich kompani.

 



23.06.2008
"Przelewy" pod bankiem

W sobotnią noc około północy strażnicy patrolujący miasto Sucha Beskidzka zainteresowali się dwójką mężczyzn, siedzących na schodach Banku PKO BP przy ulicy Mickiewicza. Mężczyźni urządzili sobie "nocną pogawędkę zapewne o kredytach bankowych, wspomagając się przy tym mocnym trunkiem. Za "stolik posłużyły im schody prowadzące do Banku. Alkohol, kieliszek nieco "przelany oraz "przepitka zajmowały na schodach centralne miejsce. Wygląd mężczyzn wskazywał, że już od jakiegoś czasu "błądzili po Suchej. Jednym z mężczyzn okazał się być mieszkaniec okolic Krakowa, który nieco wcześniej, swym "dziwnym zachowaniem w okolicach Rynku przyciągnął uwagę mundurowych. Jak się okazało mężczyźni to szwagry, którzy pozostawiając żony w miejscu zamieszkania urządzili sobie nocną "eskapadę szukając się wzajemnie. Gdy się odnaleźli uczcili to "kielichem. Jednak dopiero co, zaczęli się "delektować napojami gdy wzbudzili zainteresowanie służb porządkowych. Czy chcieli wziąć kredyt nie wiadomo, pewne za to jest to, że strażnicy wypisali im "druki kredytowane..

 


23.06.2008
Energiczny koleś

Po zakończeniu imprez "Przywitanie lata na suskim zamku nie wszyscy mieszkańcy chcieli zakończyć dobrą zabawę. Ok. 2.5o w nocy mieszkaniec naszego miasta wraz z kolegami wracał do domu. W okolicach Sądu swój zapas swojej energii zaczął eksponować kopiąc kosze na śmieci. Widać liczył , że oprócz towarzyszących mu dwóch kompanów nikt nie zwróci na to uwagi, a strażnicy pewnie już dawno śpią w domach po zakończonych imprezach. Był "lekko zdziwiony, gdy mundurowi namierzyli Go na gorącym uczynku. Teraz przyjdzie Mu ponieść konsekwencje pierwszego dnia lata...



09.05.2008
Wizytacja w Urzędzie
W poniedziałkowe popołudnie w Urzędzie Miejskim w Suchej Beskidzkiej złożył wizytę nietypowy "petent". Spacerując na "czterech nogach" rozglądał się w okolicach Biura Obsługi Mieszkańców i nie składając żadnego "pisma" na dziennik podawczy, udał się do piwnicy budynku. Tam "lustrował" okoliczne pomieszczenia, gdy strażnicy "zainteresowali się" się jego pobytem. Mundurowi "zaprosili go" do swojej siedziby, uwieczniając jego podobiznę na zdjęciu. Widać, że "petent" pochodził z dobrego domu, bo na polecenie "siad" natychmiast wykonał polecenie "uśmiechając się" do zdjęcia. Również wykazał się nadzwyczajną cierpliwością dając się "wylegitymować". Swój "dowód osobisty" miał zawieszony na szyi. Ponieważ matka natura nie poskąpiła mu włosów, odnalezienie breloczka z numerem zajęło trochę czasu mundurowym. Powiadomiony właściciel, chyba nie przypuszczał, że Jego "podopieczny" zechce załatwiać "sprawy urzędowe"


09.05.2008
Miłośnik sms-ów

W sobotnią noc strażnicy dostrzegli na ulicy Wadowickiej mężczyznę, który idąc środkiem drogi krajowej pisał sms-a. Mimo, że była chłodna noc mężczyzna spacerował w krótkich spodenkach. Tak był zajęty swoją komórką, że nie zwracał uwagi na poruszające się pojazdy. Kierowca jednego z pojazdów przejeżdżającego przez Suchą zatrzymał się dostrzegając nietypową "przeszkodę". Strażnicy szybko usunęli z drogi "miłośnika sms-ów". Okazało się, że mężczyzna jest mieszkańcem powiatu wadowickiego, który "zabalował" w Suchej Beskidzkiej wspominając wojskową przeszłość. Jak twierdził, "atmosfera" balangi przestała Mu odpowiadać, pieniądze również się skończyły więc postanowił, na piechotę pokonać drogę powrotną do domu -ponad 30 km. Pisał właśnie, sms-a gdy strażnicy przerwali Mu "turystyczne zapędy". Na "pamiątkę" pobytu w Suchej Beskidzkiej mundurowi wypisali Mu "kwit", który należy uregulować do siedmiu dni...



15.04.2008

Radosne Święta Wielkanocy

W piątkowe popołudnie 80-letnia mieszkanka naszego miasta "złożyła" swój niepotrzebny płaszcz, w pojemniku PCK na używaną odzież mieszczącym się przy bloku, w którym mieszkała. Jednak już wkrótce chęć niesienia pomocy ubogim, przerodziła się w rozpacz. Zorientowała się, że w płaszczu tym pozostawiła dokumenty i "sporą sumkę" pieniędzy. Ponieważ konstrukcja pojemnika nie pozwoliła na "szybkie" odzyskanie zawartości płaszcza po weekendzie zgłosiła się do siedziby straży miejskiej z prośbą o pomoc w odzyskaniu własności. Tym samym trafiła "w dziesiątkę", gdyż miejscy mundurowi, na co dzień mają kontakt z odległą Firmą, która jest odpowiedzialna za opróżnianie pojemników. Strażnicy przekazali informację KPP. Wspólnie "dbali o bezpieczeństwo" pojemnika strzegąc go przed opróżnieniem przez osoby "niepowołane" oraz "trzymając" w tajemnicy informacje o jego zawartości. Przedstawiciel Firmy opróżniających pojemniki powiadomiony o konieczności opróżnienia pojemnika, po wjeździe do Suchej czekał w umówionym miejscu na mundurowych z Policji i Straży Miejskiej. "Komisyjnie" otwarto pojemnik i przy wielkiej radości starszej pani odnaleziono płaszcz i nienaruszoną jego zawartość. Kilka dni po zdarzeniu rozpoczęły się święta Wielkanocy, tym samym były spokojne i szczęśliwe...



15.04.2008

Historia jednokołowca

W dzień targowy przed szóstą rano strażnik miejski dostrzegł mężczyznę, który idąc chodnikiem w kierunku Rynku "pchał" przed sobą "nówkę" taczkę ogrodową. Mężczyzna znany był mundurowym od wielu lat. W swoim "życiorysie" miał zapisane wielokrotne spotkania ze stróżami prawa, głównie z powodu "ciągotek" do kieliszka i cudzej własności. Zwykle o tak wczesnej porze "budzi" Go "syndrom dnia następnego" (kac) i tym samym rozpoczynają się poszukiwania czegoś na zaspokojenie "podstawowych potrzeb". Na drodze do "szczęścia" w tym dniu stanął Mu jednak Mundurowy, który zainteresował się Jego "własnością". "Pokrętne" tłumaczenie mężczyzny, że dostał taczkę od mieszkańca ul.Mickiewicza "nie dało spokoju" Miejskiemu i wraz z Dzielnicowym podjęto próbę wyjaśnienia pochodzenia "jednokołowca". Zabezpieczono "pojazd" parkując go w garażu Straży Miejskiej i rozpoczęto poszukiwania właściciela. Szybko ustalono, że właścicielem "jednokołowca" nie jest wskazany przez mężczyznę "darczyńca", lecz inny mieszkaniec naszego miasta, który "pojazd" pozostawił u siebie na ogrodzonej posesji. Mężczyzna "wyjechał" nim licząc, że wczesna pora i senność właściciela pozwoli Mu na pozyskanie środków niezbędnych do odwiedzenia stoiska z nalewkami. Tym samym do swojego "bogatego życiorysu" dopisał jeszcze jedno zdarzenie z dziedziny prawa.



15.04.2008

Jak w filmie
Strażnicy podczas porannego objazdu dostrzegli przy koszu ulicznym w Rynku "nietypowy" duży worek z odpadami. "Zdziwieni", bo ostatni taki przypadek zanotowali wiele miesięcy temu. Wtedy mieszkaniec Suchej "upiększył" swoimi śmieciami okolice Rynku, ale wówczas mundurowi "uleczyli" Jego "podejście do sprawy". Od tego czasu taki "proceder" nie występował, dlatego mundurowi postanowili za wszelką cenę "namierzyć" sprawcę. Gdy wrócili "do siebie" odtworzyli obraz kamery monitoringu z ostatniej nocy. Jak się okazało ok. godz. 22.30 inny mieszkaniec okolic Rynku wychodząc ze swojej posesji pod osłoną nocy "podrzucił" worek nie mając świadomości, że "czujne oko" sfilmowało całe zdarzenie. Dla odwrócenia uwagi, "zapobiegliwie" przeniósł "dziki" worek na drugą stronę ulicy kierując "podejrzenie" na mieszkańców tej części miasta. "Akcja" trwała kilkanaście sekund, po czym mieszkaniec "bezpiecznie" schronił się w swoim domu. Spał spokojnie do czasu otrzymania "zaproszenia" do siedziby straży miejskiej.



19.03.2008

Pod okiem Wielkiego Brata
W niedzielną noc ok. 2.00 w Rynku, trzech mężczyzn wychodząc ze sklepu nocnego weszło na ulicę i "turystycznym krokiem", środkowym pasem drogi udali się w kierunku skrzyżowania. Następnie wszyscy weszli na płytę Rynku idąc w kierunku Zamkowej. Jeden z Nich, chyba cierpiąc na "zespół niespokojnych nóg" (RLS) nie mógł ich "utrzymać" i jedna jego noga "wylądowała" na koszu ulicznym wysypując jego zawartość. Strażnicy ujęli mężczyznę. Po badaniu na alkomacie okazało się, że to nie były objawy "RLS" tylko alkohol "poszedł mu w nogi" - 2,6 promila.
W następnym dniu "u siebie", mundurowi odtworzyli obraz z kamery miejskiej w Rynku gdzie można było obejrzeć "nocnych spacerowiczów ". Zgłosił się również mężczyzna, który przyznał się do "ruszania nogami" ale jak stwierdził, o tym co zrobił opowiedzieli mu koledzy ze "spaceru".


19.03.2008
Po jednym piwku...
Przy ul.Mickiewicza w Suchej Beskidzkiej ok. południa strażnicy podejmowali interwencje wobec kierowców, którzy na "minutkę" zaparkowali pojazdy na chodniku w miejscu niedozwolonym, gdy z drugiej strony ulicy usłyszeli krzyki. Na trasie rowerowej stał mężczyzna, który "prezentował" swoje "bogate" słownictwo z zakresu wulgaryzmów.
W przeszłości dał się poznać mundurowym jako "wesoły rowerzysta", tym razem był bez roweru, zapewne stracił "uprawnienia". "Ćwicząc" struny głosowe, zwracał na siebie uwagę licznych przechodniów, pomagał sobie przy tym wymachując rękoma a Jego agresja była skierowana wobec kilku mężczyzn stojących po drugiej stronie ulicy. Strażnicy pozostawili "w spokoju" kierowców co do których, dopiero co zaczęli "czynności" i poszli po mężczyznę przerywając mu "monolog". Mimo, że czuć było od Niego jak "z browaru", utrzymywał, że wypił tylko "jedno piwko". Przewieziony do siedziby straży nie był w stanie "dmuchać" w alkomat. Widać, z "doświadczenia" wiedział, że gdy "dmuchnie" jak zwykle powyżej 2 promili nie spotyka Go "nic dobrego". Gdy po kilku dniach wstawił się na wezwanie prosił o niską grzywnę, ponieważ Mu się już "nazbierało"...


29.02.2008
Kierowca z Marsa

Dużo się mówi o parkowaniu na miejscach przeznaczonych dla inwalidy przez osoby nieuprawnione, mimo to wielu kierowców ignoruje znaki. Jak w każdym mieście również w Suchej Beskidzkiej "zdarza się", że kierowca "zagapi się" myśląc o promocjach w najbliższym sklepie, jednak na usprawiedliwienie najczęściej wypowiadają słowa - cyt.."nie jestem stąd...". Jak wskazuje napis na samochodzie, kierowca nie jest z "tego świata" stąd zaparkował swój "wehikuł" na miejscu dla inwalidy.

 


29.02.2008
Poświata czuwa

"Syzyfowa" praca strażników na płycie Rynku zakończyła się wraz z zamontowaniem słupków ograniczających kierowcom "swobodny" dostęp do tego miejsca. Mundurowi za wycieraczkami pojazdów pozostawiali "zaproszenia" ale gdy tylko odjechali, znów inni kierowcy "bezpiecznie" parkowali swoje pojazdy na "zakazie ruchu". Zamontowane znaki drogowe nie robiły na Nich żadnego "wrażenia", tym samym "rozjeżdżali" płytę Rynku "do woli". Strażnicy wystawiali "kwity" mimo, że nad bezpieczeństwem pojazdów czuwała "nieznana biała postać".......

29.02.2008
Śmieciowe Schengen

 

Otwarcie granic, miało spowodować swobodny przepływ ludności z różnych krajów, ale o "swobodnym" przepływie odpadów nikt nie mówił. Mimo, że Sucha Beskidzka nigdy nie miała szlabanów na "granicach" oddzielających miasto od sąsiednich gmin, do stolicy powiatu "zapuszczają się sąsiedzi" nie tyko "w odwiedziny" lecz również by pod osłoną nocy "coś niecoś podrzucić". I tak w rożnych częściach miasta można odnaleźć worki z odpadami z Zawoi, Zembrzyc, Makowa Podhalańskiego, Stryszawy, a w niektórych przypadkach "anglojęzyczne napisy" na workach mogą "sugerować" bardziej odległe tereny.......czyżby powroty z Londynu ?

 



29.02.2008
Ciężarowy problem

Nie tak dawno wykonano nowe chodniki wzdłuż ulicy Mickiewicza oraz w innych częściach miasta. Po kilkunastu miesiącach użytkowania, niektóre nadają się do naprawy. Powód - uszkodzone korytka odprowadzające wodę opadową, nierówności chodnikowe spowodowane "ciężkim sprzętem" głównie przez zaopatrzenie oraz tych, którzy "na chwileczkę". Mimo, że strażnicy "nie pozostają bierni" w stosunku do kierowców ciężarówek oraz "chwilowych kierowców" stojących na chodnikach, nie udało się wyeliminować całkowicie tego problemu. Nawet kierowca "rejsowego" autobusu "wykaraskał się" na chodnik, zapewne umożliwiając pasażerom zrobienie "okazyjnych" zakupów w pobliskim sklepie. Czy zrobili "zrzute" na mandat dla kierowcy nie ustalono.....

 



25.01.2008
Taniec z gwiazdami
W sobotnią noc strażnicy jadąc do Rynku samochodem służbowym zatrzymali się "na światłach", bo "mieli" czerwone. Po obu stronach ulicy młodzi ludzie czekali na możliwość przejścia przez przejście, również "mieli" czerwone. Jeden z Nich "nieco odstawał" od pozostałych próbując za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. Gdy mundurowi "dostali" zielone światło i tym samym możliwość kontynuowania jazdy, wybiegł na przejście i przed maską samochodu strażników "patrząc w gwiazdy" zaprezentował elementy "salsy" przechodząc w "latino solo". Widać, że oglądał "Taniec z gwiazdami" ale "szum" alkoholu w organizmie oraz strażnicy nie pozwolili Mu na prezentacje wszystkich jego elementów. Mundurowi "zaopiekowali się" mężczyzną oraz wysoko "ocenili" Jego umiejętności taneczne, wypisując "czek" na 250zł...........do zapłaty.
25.01.2008
Sylwester inaczej...
W sylwestrową noc na Rynku w Suchej Beskidzkiej witano Nowy Rok 2008 sztucznymi ogniami. Po zakończeniu owacji i radości z tym związanych większość mieszkańców i gości udało się do domów lub lokali, z których przybyli na suski Rynek kontynuując zabawę. Nie wszyscy jednak w ten mroźny wieczór byli "w stanie" powrócić o własnych siłach do domu. Młody mężczyzna, poznał "trudy" dorosłego życia. "Mocno" wprowadzał się w szampański nastrój a następnie próbując załatwić "swoją potrzebę" za pojemnikami igloo w Rynku przewrócił się i tam "został". Strażnicy odnaleźli Go po godz.1.oo. Ponieważ nie było z nim "kontaktu" wezwano Pogotowie. Tym samym spędził pierwszego sylwestra w swoim dorosłym życiu na łóżku szpitalnym.

28.12.2007
Rzut na odległość

W niedzielny poranek ok.4.oo strażnicy patrolując miasto na ul. Mickiewicza dostrzegli stojącego na jezdni mężczyznę, w rękach trzymał wkład od kosza ulicznego. "Pomagając" sobie słownictwem powszechnie uważanym za wulgaryzmy, rzucił nim na odległość ok. 10 m w kierunku lokalu, z którego dopiero co wyszedł. Mundurowi "zaprosili" Go do samochodu i tym samym miał okazje "przejechać się" służbowym Pajero. Podróż nie trwała długo, bo do KPP zaledwie kilkaset metrów. Na miejscu okazało się, że jest mieszkańcem naszego miasta. Zapytany "..dlaczego niszczy swoje miasto?" odpowiedział językiem pełnym "roszczeń do całego świata". Monolog popierany "historiami" ze swego życia, przerywano Mu jedynie na badanie zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu, które znacznie przekroczyło 2‰.
Gdy po wytrzeźwieniu zgłosił się na przesłuchanie przyznał, że rzucił koszem ale mówił już "innym językiem".....



28.12.2007

Slalomem po chodniku

W niektórych miejscach w Suchej Beskidzkiej trzeba się niezwykle natrudzić by przejść po chodniku bez przeszkód. Kierowcy "nie szanują" pieszych parkując swoje pojazdy gdzie popadnie, aby tylko mieli bliżej do sklepu. Gdy strażnicy wypisują im "druki"( w tym miejscu obowiązuje zakaz zatrzymywania )tłumaczą : "..przecież ja na chwileczkę, nikomu nie przeszkadzam...". Starsza Pani "przeciska się" między pojazdami, nie zdradzając co myśli na temat kierowców...



20.11.2007

Pomysł na śmieci

Podczas kontroli czystości terenu miasta, na ulicy Role strażnicy dostrzegli dużą ilość "porzuconych" odpadów pochodzących z remontu. Nie trudno było "namierzyć" właściciela odpadów ponieważ wśród worków pozostawił swoją "wizytówkę" w postaci faktur. "Zaproszony" do siedziby Straży Miejskiej potwierdził, że "mogły" to być Jego śmieci, ale przecież dał je "chłopom" by "gdzieś" wywieźli.....
Chłopy "natrudziły się" niezmiernie, wioząc je przez ok. 20 km zanim "udało się" je gdzieś "bezpiecznie" złożyć. Zapewne osłona nocy pomogła w wybraniu miejsca składowania.


2011.2007
Sapiące krzaki
Dwóch mieszkańców okolic Suchej Beskidzkiej w sobotnią noc "zabawiało się" kopiąc kosze na śmieci, które stały im na drodze przy ul. Zamkowej. Zabawa nie trwała długo bo strażnicy szybko ich "namierzyli". Chyba "poczucie winy" spowodowało, że na widok mundurowych rzucili się do ucieczki. Jeden z "uciekinierów" znacznej postury, schował się w krzakach obok wejścia na działki. Mimo, że strażnik nie dostrzegł gdzie ukrył się mężczyzna, bo był to środek nocy, to gdy zbliżył się do zarośli usłyszał "sapiące krzaki". Widać, że mężczyzna włożył dużo wysiłku w ucieczkę i pewnie nie przypuszczał, że "ciężki oddech" przyczyni się do ujawnienia Jego kryjówki. Drugi z mężczyzn oddalił się w nieznanym kierunku ale zapomniał, że w przeszłości miał już "do czynienia" ze strażnikami i wszystkie Jego dane zapisane były w notatniku podczas innego "wybryku alkoholowego".


11.10.2007
Osiedlowa debata

Na placu, na osiedlu Beskidzkim, czterech mężczyzn urządziło sobie "debatę". Omawiali wiele "bolączek" dotyczących ich środowiska. Obok "rdzennych" mieszkańców osiedla Beskidzkiego znaleźli się również jak to przy "debacie" bywa, przedstawiciele z innych "okręgów" Suchej Beskidzkiej. Wymiana "argumentów" szła w najlepsze. Mocno się nie spierali a nawet można powiedzieć łączył ich wspólny "program" o nazwie "Beczka Wiśniowa" pojemności 2 litrów, który skrzętnie ukrywali pod ławką. Mimo, że były to godziny przedpołudniowe widać było, że mieli za sobą "obrady" całonocne. Gdy "Mundurowi" przerwali im "rozważania programowe" i próbowali zamienić z Nimi parę słów, jedynie jeden z Nich próbował coś "przemówić" ale problemy z utrzymaniem równowagi, bełkotliwa mowa, nie pozwoliła mu na kontynuowanie dialogu. Nie "chronił" ich "immunitet" więc strażnicy poinformowani o sankcjach związanych z "prezentacją programową" w tym miejscu. Widać, że w "debacie" wiało nudą, bo po spotkaniu ze strażnikami zasnęli.........



12.09.2007

Zdrowie dwudziestolatka
W środku dnia, znany z wielu "wyskoków publicznych" mieszkaniec Suchej Beskidzkiej, i tym razem obnażył cechy swego "charakterku". Wszczął awanturę w okolicach Karczmy Rzym, obrzucając wyzwiskami wszystkich co byli w pobliżu.
Czterdziestokilkuletni mężczyzna od wczesnej młodości nie "tracił czasu" na pracę, Jego jedynym zajęciem jest "przesiadywanie" na suskim Rynku. Ponieważ Jego "czas pracy" wynosi kilkanaście godzin dziennie, zapewne dla urozmaicenia sobie obranej "profesji" wszczyna awantury średnio kilka razy w miesiącu. I tym razem strażnicy zajęli się "troskliwie" mieszkańcem naszego miasta. Mundurowi odwieźli Go do domu, lecz okazało się, że na widok własnej matki Jego agresja się wzmogła, dlatego też "zaszła potrzeba" zameldowania Go na noc w KPP.
Przed zatrzymaniem został przebadany w Szpitalu. Gdy lekarz zmierzył ciśnienie okazało się, że ma 120 / 80 - niczym 20-latek. Strażnicy nie mogli się nadziwić wyśmienitej kondycji mężczyzny z dużym "stażem" w spożywaniu wszystkiego co ma procent. Rzucając "zazdrosne" spojrzenie strażnicy, "zapakowali" mężczyznę do samochodu i przekazali Dyżurnemu KPP.
Gdy wytrzeźwiał "zatroskani" strażnicy, przyjechali po Niego do Komendy Policji, tym razem zabrali Go do swojej siedziby, gdzie "usłyszał zarzuty". Tłumaczył, że to cyt. "..... jak boga kocham, panie władzo, to przez te nalewki, bo jak pije wino to jestem grzeczny...." .
Widać, że jedyną Jego miłością jest alkohol bo licząc, że upija się prawdopodobnie od kiedy wszedł w dorosłe życie, to w tym roku ma jubileusz - 25 lat "nieprzerwanego przebywania na bani".Teraz jeszcze szanowny "Jubilat" będzie w Sądzie tłumaczył cechy swego charakteru.....

 



12.09.2007

Chodnikowy niszczyciel

W piątkowe popołudnie strażnicy "zainteresowali się" stojącą na płycie Rynku ogromną ciężarówką. Kilka dni wcześniej zakończono remont tej części chodnika. Gmina Sucha Beskidzka pokryła koszty naprawy, które wynosiły kilka tysięcy złotych. Kierowca tego pojazdu mógł nie wiedzieć o remoncie, jednak nie przejął się też znakami drogowymi ani przepisami ruchu drogowego jakie obowiązują w tym miejscu. Strażnicy w "nagrodę" wypisali mu odpowiedni "druczek" ale ponieważ samochód nie posiadał ważnego badania technicznego pojazdu a kierowca ubezpieczenia samochodu, wezwany na miejsce patrol Policji odholował w/w pojazd na parking strzeżony. Gdyby nie stanął w tym miejscu pewnie nawet by nie wiedział o tym, że nie ma odpowiednich dokumentów, które są niezbędne do


24.07.2007

Płonące odpady

W miesiącu czerwcu właściciel budynku przy ul. Mickiewicza przeprowadzał remont pomieszczeń gromadząc odpady w obrębie swojej nieruchomości - skrzętnie układając je obok skrzynki z gazem. Duża ilość odpadów pewnego popołudnia zapaliła się powodując zagrożenie dla okolicznych budynków. Wezwana na miejsce Straż Pożarna ugasiła pożar, który "dopadł" skrzynkę redukcyjno-pomiarową gazu. Właścicielowi nieruchomości, który w tym czasie przebywał za granicą przyjedzie się tłumaczyć z zagrożenia pożarowego oraz niewłaściwego "gospodarowania" odpadami.

24.07.2007
Zabawy w chowanego

Od jakiegoś czasu przy koszach w Rynku pojawiały się reklamówki z "domowymi" odpadami. Dwie osoby "dały się złapać" i tym samym ponieść "konsekwencje" swego czynu ale proceder nie zakończył się i nadal pod koszem znajdowano "element dekoracyjny" centrum miasta. Strażnicy skontrolowali wszystkich mieszkańców oraz działalności gospodarcze w tych okolicach, aż pewnego dnia ok.21.10 dostrzegli mieszkańca okolic Rynku, który w ciągu zaledwie kilkunastu sekund "podrzucił woreczki" i szybko się oddalił "chowając się" między budynkami. Jednak pozostawiając odpady nie miał świadomości, że czujne oko "mundurowego" dostrzegło Jego "olimpijski wyczyn".
Kontrolowany kilka dni wcześniej przez strażników okazał kwity na wywóz odpadów w ilościach większych niż przeciętnie posiadają mieszkańcy miasta. Czy w ten sposób pozbywał się nadmiaru odpadów czy chciał "poprawić estetykę" tego miejsca nie wiadomo.
Na przełomie kilku lat, trzykrotnie karany za śmieciowe wykroczenia (raz przez Sąd Grodzki) i tym razem również nie obyło się bez "wypisania kwitu" jakie mają na "wyposażeniu"

 



15.05.2007
Dzwoniło, nie w tym kościele

Pewien mieszkaniec okolic Suchej Beskidzkiej zadzwonił, do straży miejskiej z zapytaniem jak odzyskać pieniądze za mandat, który dostał kilka dni wcześniej od suskiego strażnika. Przedstawił, że dostał grzywnę za "zdjęcie", które zrobili mu strażnicy a z mediów dowiedział się, że cyt. "zdjęć strażnikom nie wolno robić". Przez ok.15 min dzwoniący uzasadniał swoje racje powołując się przy tym na wiadomości prasowe i telewizyjne. Po sprawdzeniu okazało się, że owszem dostał mandat ale za niezastosowanie się do znaku B-36 (zakaz zatrzymywania) dodatkowo swoim pojazdem stał na trasie rowerowej. Strażnik udokumentował to zdarzenie wykonując zdjęcie zwykłym aparatem fotograficznym.
Widać, że "kuł żelazo póki gorące" a perspektywa odzyskania pieniędzy spowodowała to, że nie dosłuchał do końca relacji mediów, lecz chwycił za telefon. Nagłośniona sprawa dotyczyła przecież "zdjęć" z fotoradarów.

15.05.2007
Bezstresowa hodowla...
Mieszkaniec stolicy małopolski postanowił wrócić na ziemie swoich przodków i prowadzić "ekologiczną" hodowle zwierząt. Z zawodu konstruktor, mając "doświadczenie projektowe", postanowił przelać swoje umiejętności na hodowle zwierząt. Zasłużona emerytura i tym samym dużo wolnego czasu oraz wizja szerokiego strumienia dotacji z Unii Europejskiej, zapewne zdecydowały o rozwinięciu "produkcji". Od kilku lat hodowla kilku sztuk zwierząt przynosi Mu jak sam mówi wiele satysfakcji, a sąsiadom prawdziwe utrapienie. Wszystkie Jego zwierzęta swobodnie poruszają się po całym siedlisku, to po drodze gminnej, to po działkach sąsiadów niszcząc co spotkają na swej drodze, jednocześnie "ćwicząc" sąsiadów z zakresu sportów ekstremalnych. Raz, duży byk pogonił sąsiada, który widząc zwierze ratował się ucieczką do własnego domu, drugim razem "dorodna świnia" próbowała dogonić dzieci wracające ze szkoły. Dzieci musiały nadłożyć drogi by bezpiecznie dotrzeć do domu.
O prawo do hodowli "bez ograniczeń" przyjdzie mu walczyć w Krakowskim Sądzie Odwoławczym, gdzie złożył apelacje od wyroków skazujących.

15.05.2007
Na bani, na dwóch kółkach

W sobotnią noc patrolujący strażnicy miejscy w okolicach Dworca PKP dostrzegli dwóch "nieoświetlonych" rowerzystów. Jeden jechał trasą rowerową, drugi "przeciął" strażnikom drogę jadąc przez jakiś czas środkiem ulicy Mickiewicza. Już na pierwszy rzut oka widać było, że jego umiejętności jazdy na dwóch kółkach budzą wiele zastrzeżeń - jechał "wężykiem". Jak się okazało mimo, że minął ostatni bankomat, jechał po pieniądze do......... baru, tak przynajmniej twierdził. Ponieważ nie był zbyt "rozmowny" oraz miał trudności z wypowiedzią strażnicy "zapakowali" Go do samochodu. Po chwili zatrzymali Jego kompana który również "nieźle" jeździł na rowerze. W KPP zostali obaj poddani badaniu na alkomacie, który wykazał 2,3 ? oraz 1,8 ? alkoholu w wydychanym powietrzu. KPP zapewniła "wikt i opierunek" do poniedziałku....


15.05.2007
Zagubiony podopieczny

Podczas objazdu miasta, na oś. Podksięże w Suchej Beskidzkiej strażnicy dostrzegli leżącego na ławce mężczyznę- inwalidę (nie miał palców u rąk). Zainteresowali się Jego "losem" próbując wyjaśnić co tu robi. Mężczyzna dziwnie się zachowywał, nie wiedział gdzie się znajduje. Przewieziono go do KPP celem ustalenia tożsamości. Ustalono adres zamieszkania, jak się okazało miał przy sobie kserokopię dowodu osobistego oraz przepustkę z Domu Pomocy Społecznej z okolic Krakowa, która się skończyła kilka dni wcześniej. Ponieważ w przeszłości leczył się psychiatrycznie, po konsultacjach z suskim MOPS przewieziony został do Szpitala Rejonowego w Suchej Beskidzkiej, skąd został odebrany przez opiekuna DPS w którym mieszkał.

16.04.2007
Zatroskana o środowisko
Na jednej z posesji w Suchej Beskidzkiej strażnicy "dostrzegli" dużą ilość worków
wypełnionych po brzegi odpadami. Jak przypuszczali były one wystawione przez mieszkańców tej ulicy, ale "w trosce" by nie trafiły na składowisko odpadów komunalnych zostały ukryte przez "miejscową" kobietę. Widać, że gromadziła swój "dobytek" przez wiele miesięcy ukrywając go przed okiem "zazdrosnych sąsiadów", jednocześnie wyprzedzając w swych działaniach Zakład Komunalny, który usiłując wywozić odpady z tego rejonu, odnotowywał jedynie "puste przebiegi".
Kobieta widząc "zainteresowania" przybyłych na miejsce strażników wybiegła im naprzeciw. " Mój ci on." wydawałoby się słyszeć w ustach kobiety, gdy strażnik podniósł worek z napisem "Zakład Komunalny" leżący na w/w działce. Teraz przyjdzie Jej zakasać rękawy i posprzątać to co "troskliwie wysegregowała"
Strażnicy na spotkaniu z mieszkanką dowiedzieli się o nowych możliwościach wykorzystywania odpadów: pety i inne plastiki - cyt. "ściel pod krowę", obcięty dach samochodu - cyt. "zbrojenie schodów", rozbite talerze - cyt. "elewacja budynku" oraz wiele innych nie publikowanych dotąd w żadnych specjalistycznych opracowaniach z zakresu ochrony środowiska.


16.04.2007
Déja vu

Na skrzyżowaniu ulic Handlowej i Szczepkowskiego strażnicy dostrzegli samochód, którego kierowca opuścił udając się w nieznanym kierunku. Przechodzący przez przejście piesi przecierając oczy ze zdumienia pytając strażników "o co chodzi..".Jeden z przechodniów poszedł dalej w swojej ocenie, cyt. "przyp...mu, aż popamięta". Pouczony o zakazie używania słów powszechnie uważanych za wulgaryzmy, odszedł niezadowolony.
Po tablicy rejestracyjnej można było "wytłumaczyć" powód postoju - " kierowca nie jest stąd.". "Zagubiony" nie dostrzegł nawet, że po drugiej stronie ulicy jest duży parking. Zapewne gdyby odbyły się "mistrzostwa w parkowaniu", to zdjęcie zajęłoby jedno z czołowych miejsc...


19.02.2007
Kradzież zuchwała

Na jednej z ulic w Suchej Beskidzkiej na dziecko wracające ze sklepu, napadł duży pies. Wyrwał chłopcu reklamówkę, w której niósł "pasztetową" i uciekł. Wystraszone dziecko powiadomiło rodziców. Na miejscu pojawili się strażnicy zastali dużego czworonoga z urwanym łańcuchem i breloczkiem umiejscowionym na obroży. Na breloczku był wygrawerowany numer i napis: "Gmina Maków Podhalański". Pies dotychczas karmiony jedynie przez swojego pana, teraz sam musiał zadbać o siebie, nie zawsze w "legalny" sposób. Jak się okazało odnaleziony właściciel zwierzęcia, mieszkaniec Gminy Maków Podhalański poszukiwał swojego pupila od kilku dni w swoich okolicach, a tymczasem zwierze było na "gigancie" w Suchej Beskidzkiej.


19.02.2007
Pijane znaki drogowe
Podczas nocnej służby strażnicy dostrzegli dwóch młodych mężczyzn "siłujących się" ze znakiem drogowym przy ul. Piłsudskiego w Suchej Beskidzkiej. Znak przy ich "pomocy" znacznie odchylił się od pionu. Jak się okazało obaj mężczyźni mieszkańcy Gminy Maków Podhalański wracali do domu pieszo, również znacznie "odchylając się od pionu". Poddani zostali badaniu na alkomacie - zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu ponad 1 promil. Za zniszczenie znaku przyjdzie im odpowiedzieć przed Sądem Grodzkim w Suchej Beskidzkiej.


23.12.2006
Przedwczesne głosowanie
Z piątku na sobotę ok. 1.30, podczas ciszy wyborczej w Rynku strażnicy dostrzegli kilku mężczyzn i kobietę. Stali przy "światłach" i rozmawiali. Jeden z mężczyzn "odstawał" od pozostałych i mimo, że nie było "halnego" rzucało nim we wszystkie strony. W pewnej chwili "rzuciło" Nim mocniej i całym ciałem "zagłosował" na umieszczonych w szybie wystawowej sklepu, kandydatów startujących w wyborach samorządowych. Szyba rozbiła się w "drobny mak". Mężczyzna miał 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Właściciel sklepu obudzony ze snu, zabezpieczył swoje mienie, a "wyborcy" przyjdzie pokryć szkodę.

23.12.2006
Modły o północy
Ok. godz. 24.oo w sobotnią noc przedwyborczą na przystanku autobusowym przy ul. Mickiewicza w Suchej Beskidzkiej strażnicy ujrzeli młodego mężczyznę klęczącego pod ławką. Ponieważ ostatni autobus odjechał dawno temu, mundurowi zainteresowali się osobnikiem. Wyczuli od mężczyzny woń alkoholu. Na czole rysował się ślad zadrapania świadczący o tym, że jeszcze niedawno siedział na ławce. Mężczyzna nie pamiętał gdzie i co pił. Gdy nieco "rozjaśnił mu się obraz" i dostrzegł mundurowych, przypomniał sobie jak się nazywa i gdzie mieszka. Odwieziony do miejsca zamieszkania w "dowód wdzięczności" pozostawił na tylnym siedzeniu "zawartość swojego żołądka"......
23.12.2006
Zaprzyjaźnieni wojownicy ninja
W sobotnią noc w okolicach suskiego Gimnazjum dwóch mężczyzn spotkało się "poćwiczyć walki wschodu". Rozpoczęło się, jak to zwykle bywa rozmową, potem rzuceniu kilku ostrych słów a gdy się wyczerpały się argumenty słowne w ruch poszły pięści. Strażnicy skutecznie przerwali im "ćwiczenia", rozdzielając obu mężczyzn. Następnie przewieźli obu mężczyzn na badanie alkomatem. W drodze "poddali" obu mężczyzn "wstępnej integracji" - posadzili obu "wojowników" razem na tylnym siedzeniu samochodu służbowego. Jeden z mężczyzn to mieszkaniec śląska, drugi miejscowy. Alkomat wykazał 2,2 promila i prawie 1promil. Po przebadaniu chyba się "zaprzyjaźnili" bo postanowili iść razem na piwo. Teraz czeka Ich jeszcze jedno spotkanie "integracyjne" w Sądzie Grodzkim.

23.12.2006
Blond uciekinier
Na "jarmarku" w Suchej Beskidzkiej strażnicy dostrzegli wyraźnie zaniepokojonego biegającego w koło mężczyznę. Jak się okazało szukał zakupionej dopiero co, małej świnki która wykorzystując jego nieuwagę "dała nogę". Starszy mężczyzna nieźle się napocił




23.11.2006
Suska trasa rowerowa

Oddana do użytku trasa rowerowa biegnąca wzdłuż ul. Mickiewicza mimo prawidłowego oznakowania "oblegana jest" przez zaparkowane pojazdy mechaniczne, które rowerzyści muszą omijać. Mimo ,że po drugiej stronie ulicy wyznaczone są miejsca do parkowania pojazdów, kierowcy samochodów robiąc zakupy w pobliskich sklepach nie myślą o innych użytkownikach dróg i chodników.

 

23.11.2006
Corrida w Suchej Beskidzkiej

Mieszkańcy jednego z osiedli w Suchej Beskidzkiej skarżyli się na sąsiada, że nie pilnuje w sposób właściwy swoich zwierząt gospodarskich, a ich dzieci boja się chodzić drogą do szkoły.
Na drodze gminnej prowadzącej do jednego z osiedli w Suchej Beskidzkiej przyszło się "zmierzyć" strażnikom z dorodnym bykiem, którego właściciel uwiązał do pobliskiego drzewa. Zwierzę "wyjadało trawkę" w pasie drogowym. "Spacerując" po drodze skutecznie odstraszało mieszkańców pobliskich domów, którzy szerokim łukiem omijali zwierze. Byczek na widok samochodu Straży swoimi rogami próbował się zmierzyć z orurowaniem samochodu służbowego strażników. "Torreadorzy" ze Straży Miejskiej "odparli atak" wychodząc z tego bez szwanku. Właściciel zwierzęcia tłumaczył, że "zaparkował" zwierzę tylko na chwileczkę.....


23.11.2006
Wielbiciel nalewek

Jeden z mieszkańców Suchej Beskidzkiej "utopił" swoje problemy w alkoholu. Gdy przyszło wracać do domu po zakrapianej imprezie, nogi odmówiły Mu posłuszeństwa. "Odpoczywał" w okolicach skrzyżowania ulic Karaś z ulicą Konopnickiej dopóki nie zainteresowali się Nim strażnicy. Nagle przerwany sen wzbudził u mężczyzny "emocje" popierane słowami, potocznie uważanymi za obraźliwe a kierowane pod adresem strażników.

 


23.11.2006
Kolizyjny poranek

W październikowy poranek strażnicy podczas objazdu terenu miasta dostrzegli na ul. Mickiewicza uszkodzony znak drogowy. Obok znaku leżała tablica rejestracyjna i wiele elementów pojazdu, które odpadły w trakcie zderzenia. Strażnicy o znalezisku powiadomili KPP w Suchej Beskidzkiej a sami udali się w poszukiwaniu sprawcy zniszczenia. Ok. 1 km dalej na jednej z bocznych ulic strażnicy odnaleźli uszkodzony i porzucony pojazd. Kierowca zamknął pojazd i oddalił się w nieznanym kierunku...

23.11.2006
Nocne zdarzenia
Podczas sobotniego nocnego patrolu strażnicy miejscy dostrzegli na ul. Wadowickiej błyskające niebieskie światła Straży Pożarnej, która udzielała pomocy mężczyźnie potrąconemu przez samochód. Po uzyskaniu informacji od strażaka zabezpieczającego teren, że sprawca oddalił się z miejsca zdarzenia, strażnicy natychmiast podjęli próbę odnalezienia kierowcy. Ok. 200 m od zdarzenia ujęli mężczyznę, który przyznał się do potrącenia w/w mężczyzny - był pod wpływem alkoholu.


09.06.2006
Kontroler jakości
W sobotnią noc w miesiącu maju, deptakiem wzdłuż ul. Mickiewicza w Suchej Beskidzkiej "spacerowało" dwóch młodych mężczyzn mieszkańców okolic Żywca. Swoim głośnym zachowaniem próbowali zwrócić na siebie uwagę, a ponieważ na ulicy było pusto rozpoczęli kopać kosze uliczne i reklamy stojące przy chodniku. Kilka przewrócili zanim dostrzegli biegnących w ich kierunku strażników. W Suchej Beskidzkiej przebywali przejazdem "zwiedzając" miejscowe lokale po imprezach studenckich w stolicy Małopolski.
Badanie alkomatem wykazało 1,8 promila. Podczas przesłuchania jeden z mężczyzn potwierdził, że kopał kosze i żałuje, ale zarazem dodał cyt."... nie mogłem ich uszkodzić ponieważ są ze specjalnego tworzywa, znam się na tym bo pracowałem przy takich rzeczach". Kontroler jakości?...
Wysoka grzywna wymierzona przez Sąd Grodzki na pewno na długo pozostanie we wspomnieniach z Suchej Beskidzkiej.

09.06.2006
"Pomarańczowa" kobieta
Na targowisku w Suchej Beskidzkiej strażnik miejski dostrzegł dziwnie zachowującą się kobietę. Przy poszczególnych straganach kobieta zatrzymywała się oglądając towar, następnie chowała go do torby, a gdy co bardziej spostrzegawczy sprzedawca upomniał się o zapłatę odkładała go z powrotem na stragan. Starsza kobieta miała już w torbie dużo towaru gdy podeszła do straganu warzywnego. Zapakowała do torby paczkę pomarańczy i przez nikogo nie niepokojona próbowała się oddalić dopóki na jej drodze nie pojawił się umundurowany strażnik. Sprzedawca miał dużo klientów i nie zorientował się, że "wyparowało" mu kilka owoców. Po uregulowaniu "zaległego" rachunku przewieziono starszą panią do KPP gdzie próbowano ustalić dane osobowe. W ciągu kilkudziesięciu minut trzykrotnie "zmieniała" nazwisko i miejsce zamieszkania. Raz mieszkała w okolicach Zembrzyc, raz w okolicach Żywca. Dopiero perspektywa "spędzenia" następnych godzin w KPP przywróciła pamięć. Jak się okazało mieszkała w okolicach Makowa Podhalańskiego i za kilka dni kończyła 60 lat.


05.05.2006
Nie było znaku

Brak wyobraźni i nieznajomość podstawowych przepisów w ruchu drogowym powoduje to, że takie widoki to nie rzadkość. Kierowcy obu pojazdów tłumaczyli, że nie było tam znaku zakazu zatrzymywania.

 


05.05.2006
Dialog z rybami
Pod koniec kwietnia w parku zamkowym w Suchej Beskidzkiej w okolicach oczka wodnego "wypoczywało" 5 maturzystów w towarzystwie uczennicy Gimnazjum. Kilku z nich raczyło się trunkiem o wdzięcznej nazwie "Beczka wiśniowa mocna" częstując przy tym niespełna szesnastoletnią uczennicę. Gdy w "Beczce" zobaczyli dno, postanowili "porozmawiać" z rybami. Dwóch mężczyzn rozebrało się do bielizny i wskoczyło do oczka wodnego, gdzie wśród glonów i "zdziwionych" rybek próbowali swych pływackich umiejętności. Gdy pojawili się strażnicy Gimnazjalistka natychmiast uciekła do lasu na górę Jasień. Mężczyźni po kąpieli zostali poddani badaniu na alkomacie, który wykazał ponad 1 promil alkoholu w wydychanym powietrzu.
Dziewczyna kilka godzin błądziła po lesie. Świeże powietrze spowodowało to, że przypomniała sobie o torbie z książkami i legitymacją, którą zostawiła w parku. Po zakończeniu "zwiedzania" góry Jasień uczennica zgłosiła się do siedziby Straży Miejskiej gdzie odebrała swoje rzeczy. Przyznała, że "pomagała" kolegom przy opróżnianiu butelki jednak zdążyła wytrzeźwieć - alkomat wykazał 0,00 promila.

05.05.2006
Legitymacja
W jednym z lokali w Suchej Beskidzkiej podczas rutynowej kontroli strażnicy natknęli się na młodych mężczyzn (wyglądających na osoby nieletnie) siedzących przy stoliku na którym stały otwarte butelki z piwem. Na widok mundurowych zaczęli się "nerwowo" zachowywać a następnie w pośpiechu opuścili lokal i udali się na przystanek PKS. Tam strażnicy wylegitymowali młodych mężczyzn. Podczas dalszych czynności wyjaśniających okazało się, że jeden z nich zakupił alkohol w lokalu posługując się przerobioną legitymacją szkolną. W miejscu daty urodzin dodał sobie lat.
23.03.2006
Sarni problem
Schodzące śniegi odkrywają coraz więcej padniętych zwierząt leśnych. W tym roku jest już ich kilkanaście sztuk. Sarny są własnością Skarbu Państwa gdy żyją i w poszukiwaniu pożywienia schodzą w siedliska ludzkie. Gdy padną, problem "należy" do Gminy. Gmina Sucha Beskidzka zleca wywóz i utylizację zwierząt wyspecjalizowanej Firmie. Zwierzęta trafiają do odległej o 80 km Gołczy.

23.03.2006
Zaspany mieszkaniec
Wśród wielu zadań strażników miejskich znajdują się rozwiązywanie problemów związanych z nadużywaniem alkoholu. Tym razem czterdziestoletni mieszkaniec naszego miasta idąc do sklepu z alkoholami, zasnął przy sklepie z materiałami biurowymi. Nadmiar alkoholu spowodował "senność".

23.03.2006
Jak najbliżej sklepu


Wielu kierowców robiąc zakupy i załatwiając sprawy "dnia codziennego" parkują swoje pojazdy gdzie popadnie aby tylko mieć jak najbliżej. Nie oszczędzają przy tym uprawnionych do korzystania z tych miejsc pieszych. Mimo oznakowania pionowego kierowcy parkują centralnie na przejściu dla pieszych. Jeżdżą "na pamięć"? czy też za nic mają pozostałych użytkowników - w tym pieszych.

23.03.2006
Suski jarmark
Od lat wiadomo, że we wtorek na targ do Suchej Beskidzkiej, mieszkańcy okolicznych miejscowości przyjeżdżają nie tylko na zakupy ale również aby się spotkać i porozmawiać ze znajomymi. Jest to rodzaj "święta" i tradycji, którą pielęgnują szczególnie starsi mieszkańcy sąsiednich gmin.
Jakiś czas temu, strażnicy "natknęli się" na dziewięciu mężczyzn (wszyscy po 70-tce), którzy w okolicach miejsca gdzie handluje się zwierzętami, spotkanie w gronie przyjaciół "podpierali " alkoholem. Jak przystało na emerytów mieli przy sobie kilka butelek wódki zwanej popularnie "emerytką". Jak wszyscy zgodnie twierdzili, wspominali lata wojenne.
W miniony wtorek na targu w Suchej Beskidzkiej dwóch mężczyzn-emerytów spotkało się po 30 latach. Ich spotkanie przerodziło się w wymianę poglądów podpieranych
pięściami. Jeden z mężczyzn po zadaniu "ciosu" szybko "zapadł się pod ziemię". Jak wynikało z wypowiedzi poszkodowanego mężczyzny, poszło o kobietę a sprawa miała rzekomo miejsce 30 lat temu.

22.02.2006
Latający wózek
Na skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlną w Rynku w Suchej Beskidzkiej ok. południa strażnicy znaleźli na jezdni wózek do przewozu palet. Jak się okazało"wypadł" z samochodu dostawczego. Po rozpytaniu okolicznych właścicieli sklepów odnaleziono kierowcę - właściciela zguby, który zdążył już wyjechać poza Suchą Beskidzką.

22.02.2006

Dane osobowe w foliowych workach

Jeden z przedsiębiorców mających siedzibę na terenie miasta Sucha Beskidzka zapakował odpady do czterech nieregulaminowych worków i "podrzucił" je pod kosz uliczny na jednej z ulic miasta, mając nadzieję, że "za darmo" Zakład Komunalny wywiezie je na składowisko. Strażnicy miejscy w ramach kontroli czystości zainteresowali się nielegalnymi workami i przeglądnęli ich zawartość, mając nadzieje na ustalenie właściciela odpadów. W workach znaleźli min.: kserokopie dowodów osobistych, praw jazdy, legitymacji ubezpieczeniowych, legitymacji szkolnych oraz różnego rodzaju zaświadczeń z ZUS, banków i zaświadczeń o zarobkach. Wszystkie kserokopie dokumentów zawierające pełne dane osobowe wskazywały jednoznacznie skąd pochodzą. O znalezisku strażnicy powiadomili KPP w Suchej Beskidzkiej, która przejęła sprawę.

27.01.2006
Za pan brat z denaturatem
Na jednej z ulic w Suchej Beskidzkiej na zmarzniętej jezdni strażnicy znaleźli leżącego mężczyznę - mieszkańca Suchej Beskidzkiej. Obok mężczyzny znaleziono do połowy opróżnioną butelkę "fioletowego" napoju alkoholowego. Tym razem "przeholował" z denaturatem i zabrało go pogotowie.


27.01.2006
Nie mam odpadów, nie produkuję śmieci.

Tak najczęściej odpowiadali mieszkańcy Suchej Beskidzkiej, gdy podczas kontroli strażnicy miejscy żądali okazania kwitów na wywóz nieczystości stałych zgodnie z Regulaminem Ochrony Środowiska wprowadzonym przez Radę Miejska w Suchej Beskidzkiej. Jednak już podczas piątkowych objazdów terenu miasta (kontroli czystości) strażnicy znajdowali pod pojemnikami IGLOO różnego rodzaju odpady w reklamówkach. Jakież było niedowierzanie niektórych właścicieli nieruchomości, gdy po raz drugi strażnicy zapukali do drzwi trzymając w ręku różnego rodzaju (niekiedy ważne)dokumenty, rachunki wystawione na określonego odbiorcę, listy, zdjęcia, itp. Wtedy zmieniali wypowiedzi cyt.

"..to moje, skąd to macie, ..... kto mi to tam zaniósł i włożył do tych worków naprawdę nie wiem". Zimą noce są długie więc może same wyszły. Strażnicy w takich sytuacjach nie są pobłażliwi.



27.01.2006
Pseudo inwalidzi

Mimo prawidłowego oznakowania i informacji w mediach dotyczących miejsc parkingowych dla inwalidów kierowcy nagminnie łamią przepisy w tym zakresie. Czy chcieliby być na ich miejscu?.

Jeden z kierowców zapytany dlaczego zaparkował na miejscu dla inwalidy, tłumaczył (wyrażając oburzenie), że cyt."...dostałem bony z pracy i przecież musze je wykorzystać...". Strażnicy wypisali mu inny rodzaj "bonów"......



27.01.2006
Pieszy na bok
Kierowca tego pojazdu "nie zauważył", że stoi centralnie na przejściu dla pieszych zaraz za znakiem pionowym, który wyznacza owe przejście. Staruszka, która przechodziła przez jezdnię w tym miejscu musiała go ominąć.


27.01.2006
Łabędź z Drogówki
Strażnicy dostali informacje z Komendy Powiatowej Policji, że na granicy Suchej Beskidzkiej z Zembrzycami po drodze krajowej spaceruje zabłąkany ptak, prawdopodobnie potrącony przez samochód. Strażnicy udali się na miejsce i przerwali mu "kierowanie ruchem", zabierając ptaka do miejscowej Weterynarii. W Lecznicy obejrzał go lekarz. Ponieważ ptak okazał się zdrowy, dzięki miejscowemu piekarzowi nakarmiony wrócił nad wodę.


14.11.2005
Ja tylko na chwilkę

Na ulicy Szpitalnej w Suchej Beskidzkiej "ulubionym" miejscem do parkowania pojazdów stał się chodnik dla pieszych - główny ciąg pieszy prowadzący do miejscowego Szpitala. Kierowca tego pojazdu zaparkował z "fantazją" pozostawiając pieszemu 30 cm na przejście.



14.11.2005
Koszykarze na gościnnych występach
Ok. godz. 3.oo w sobotnią noc grupka mężczyzn mieszkańców Makowa Podhalańskiego wracała do domu z dyskoteki mieszczącej się na terenie Zembrzyc. Droga prowadziła przez Suchą Beskidzką. Aby zapewne "uatrakcyjnić" sobie powrót nadłożyli drogi idąc ul. Zamkową przez Rynek w kierunku ul.Piłsudskiego. Jednak już na ul.Zamkowej mężczyźni zabawiali się, "kopiąc" nogami po koszach ulicznych. Tym sposobem udało się im przewrócić kilka koszy na odpady, zanim strażnicy miejscy stanęli im na drodze. Jeden z mężczyzn miał 1,5- alkoholu w wydychanym powietrzu. Za chwilę "atrakcji" przyjdzie im odpowiedzieć przed Sądem Grodzkim w Suchej Beskidzkiej.


14.11.2005
Pomysł na nudę???

W dniu 10 listopada 2005r. na ul. Szpitalnej w Suchej Beskidzkiej odnaleziono "wystawę" rzeczy, zdobytych nie zawsze w legalny sposób, a które świadczą o przybierającej na sile dewastacji mienia. Przybite do drzewa znaki drogowe, tablica z nazwą ulicy i inne "gadżety", min. spodnie, zdjęcia, itp. "Zbieracze-chuligani" nie oszczędzili nawet flagi narodowej i unii europejskiej umieszczając je na betonowym bloku obok w/w drzewa, rozdzielając je znakiem drogowym "roboty drogowe" zabranym z ulicy Szpitalnej gdzie prowadzony jest remont chodnika.




05.10.2005
Chodnikowy pirat
W miesiącu wrześniu w godzinach popołudniowych na deptaku przy ulicy Mickiewicza strażnicy zauważyli poruszający się samochód. Kierowca pojazdu - młody mężczyzna mieszkaniec okolic Kalwarii wjechał na deptak od ulicy Semika i "spychając" przechodniów jechał w kierunku ul.Handlowej. W połowie deptaka zatrzymał się przy ławce gdzie czekali na Niego koledzy. Nie wychodząc z samochodu, przy dźwiękach głośnej muzyki rozmawiał z kolegami, którzy wyraźnie byli "zafascynowani jego wyczynem". Strażnicy mieli "inne odczucia" i nałożyli na kierowcę mandat w wysokości 250 zł.


05.10.2005
Porzucony pupil
Na osiedlu Beskidzkim w miesiącu wrześniu do trzepaka przywiązano psa a następnie telefonicznie powiadomiono strażników miejskich. Strażnicy przejęli zwierzaka. Rozpytano okolicznych mieszkańców o właściciela - pies nie posiadał breloczka z numerem ewidencyjnym. Ponieważ nie udało się odnaleźć właściciela, pies po 14 dniach trafił do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt. Właścicielowi albo się znudził, albo nie mógł "sprostać obowiązkom" związanym z jego utrzymaniem.


05.10.2005
Ziemia na asfalcie
Firma z okolic Suchej Beskidzkiej prowadzi budowę przy jednej z ulic w Suchej. Kierowcy ciężarówek przewozili materiały potrzebne do budowy. Na kołach pojazdów nanieśli na asfaltową ulicę grubą warstwę ziemi. Mimo, że zamiatarka Zakładu Komunalnego w Suchej Beskidzkiej dwa dni wcześniej wyczyściła tę ulice, droga wyglądała jak po powodzi. Strażnicy szybko "namierzyli" sprawców zanieczyszczenia. Właściciel był "nieco zdziwiony" interwencją strażników bo cyt.".. przecież płace podatki". Zobowiązany został do usunięcia zanieczyszczenia co też uczynił w tym samym dniu

najnowsze wiadomości/ archiwum 1 /archiwum 2/archiwum3

 


 

 NA SKRÓTY

Urząd Miejski

Struktura Urzędu

Jak załatwić     sprawę w UM

Burmistrz Miasta

Rada Miasta

Komisje Rady     Miejskiej

Harmonogram     dyżyrów radnych

Przetargi

jednostki     organizacyjne

planowanie     strategiczne

Statut Gminy
Uchwały Rady     Miasta
Zarządzenia     Burmistrza

instytucje kultury

miesięcznik     Ziemia Suska

 

 

Biuletyn Informacji Publicznej Agencja Rynku Rolnego Polska Agencja Prasowa Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa Urząd Pracy w Suchej Beskidzkiejwrota Małopolski małopolska agencja rozwoju regionalnego mok zamek Muzeum Miejskie Suchej Beskidzkiej Populacyjny Program Wczesnego Wykrywania Raka PiersiStowarzyszenie Gmin Babiogórskich
Związek Powiatów Polskich Stowarzyszenie - Collegium Iuvenum  Małopolski Instytut Samorzšdu Terytorialnego i Samorzšdu Beskidzki Klub Karate Seido Sucha Beskidzka SANEPID Maltańska Służba Medyczna - Pomoc Maltańska / Oddział Sucha Beskidzka Gazeta Krakowska Biblioteka Suska
 Dziennik Polski Rzeczpospolita gazeta wyborcza  pap - serwis samorządowy BESKIDUS   

 

Inne strony WWW

Powiat Sucha Beskidzka
Biuletyn Podbabiogrski
Euroregion BESKIDY
Przegląd Samorządowy
Związek Powiatów Polskich
Senator Stanisław Bisztyga



Miejski Ośrodek Kultury - ZAMEK

Biblioteka Suska
Zakład Komunalny w Suchej B.
Zawoja
Maków Podhalański
Stryszawa
Strona fanów MKKS "Babia Góra"

Portale Internetowe

POLSKA on-line
GAZETA.PL
INTERIA.PL
ONET
Wirtualna Polska

Czasopisma

Dziennik Polski
Gazeta Krakowska


 © 2003 - 2008 Urząd Miejski w Suchej Beskidzkiej | kontakt | poczta |