Dziś jest:
2017-11-20    
Imieniny:
Anatola, Edyty, Rafała    

Kultura, oświata, sport

„...Gdy patrzę na drzewo, czasami widzę postać mojej przyszłej rzeźby, trzeba ją tylko uwolnić..."

05-09-2017


Siedzieliśmy na wąskiej werandzie, z której rozpościerał się widok na ogródek i przydomowe obejście. Po przeciwnej stronie zza przeszklonych okiennic domu spoglądały na nas niewielkie, figurki, wykonane z drobnych kawałków drewna. Zaklęte w brzozie postaci dawnych mieszkańców naszego regionu, gospodarze, wędrowni pastuszkowie w odartych kapotach, przygarbione kobiety okryte chustą idące na jarmark, zatrzymane w ruchu, zastygłe w czasie swoich codziennych zajęć..



 
 
– Ten stół przy którym siedzimy ma ponad 200 lat, ma takie sznity od noża, ale nie zrobione naumyślnie, tylko od starości. Tyle razy tu nóż przeskoczył kiedy krajano na nim ser i chleb... kiełbasę rzadziej, bo była bieda. Ten stół ma pot ludzki wtopiony w siebie, rozmowy były przy tym stole, siedzieli przy nim mój dziadek, babka, Niemcy, Cygany, złodzieje, dzieci się chowały pod tym stołem, jak obcy przyszedł, bo się bały, że ich weźmie dziod do worka. Ktoś mówi mi tak „...poszedłbyś na śmietnik to lepszego laminata znalazłbyś za darmo!”... Ale takiego byś nie znalazł - odpowiada Marian Bucała, jeden z czołowych i najbardziej cenionych w świecie artystów Ziemi Suskiej. Rzeźbiarz, twórca ludowy i gawędziarz jest także prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat tego „jak to dawniej się żyło”, tu na Bucałówce i w okolicach Suchej Beskidzkiej. Z niezwykłą swadą opowiada nam jak wyglądało życie codzienne ludzi z miasteczek i wsi usianych nad Skawą, ich zwyczaje, obowiązki i społeczna etykieta, które stały się tematem jego twórczości. Dzięki jego pracom i opowieściom przenosimy się do czasów dzieciństwa i młodości autora, aby poznać specyfikę ówczesnej rzeczywistości w jakiej przyszło mu dorastać. Przy pierwszym spotkaniu trudno uwierzyć, że ten skromny starszy pan to rzeźbiarz, którego prace bardzo dobrze znane są  zarówno w Polsce jak i na całym świecie. Jest nad wyraz skromny, ale świadomy swojej twórczości i wartości, jakie niosą ze sobą jego prace. 

Urodził się w 1937 roku i wychowywał w Suchej Beskidzkiej, w społeczeństwie, które rządziło się twardymi i surowymi zasadami. O sobie mówi, że był niczyj i jak sam opowiada, jako nieślubne dziecko został porzucony i przygarnięty przez ciotkę. Nie znał ojca i nie miał matki, a z rodzinnych przekazów dowiedział się, że włożonego do pudełka po butach noworodka Mariana Bucałę miały zabrać nurty Skawy. - A wtedy dziadek powiedział „Przyda ci się, przyda. Podrośnie, krowę popasie i wody ci poda jak będziesz umierała.” To były wtedy naturalne odruchy, bo wówczas tak życie wyglądało. Człowiek młody w moim środowisku był więcej stworzony do obsługi zwierząt i nie liczył się ten pasterz, tylko żeby się krowie nic nie stało. Wtedy człowiek był naprawdę niczyj. – opowiada.

 

Po wojnie ludność chłopska zamieszkująca przysiółki i osiedla wokół Suchej Beskidzkiej nie należała do zamożnych, a głównym jej zajęciem było rolnictwo i pasterstwo. Na pytanie jak rozpoczęła się jego przygoda z rzeźbiarstwem odpowiada z właściwą dla siebie skromnością -Jak paśliśmy krowy, to przede wszystkim była nuda, bo nie było co robić i trzeba było sobie jakoś skracać czas do południa, aż było widać dym z kominów, bo znaczyło to, że jest południe i można gnać już do stajni. Dla zabicia głodu i nudy za pomocą kozika strugało się patyki, a dziewczyny pletły wianki z sitowi, stokrotek i śpiewały. Mnie to struganie absorbowało. Nikt tego nie uczył. Była to taka pospolita, ale pozytywna zabawa. Robił to kolega jeden, drugi i trzeci, niektórzy mieli do tego większą cierpliwość, inni wyrzuciali niedokończone. I ja tej cierpliwość do strugania dość miałem. Do dziś mam wystruganą taką głowę pieska, to był piesek, którego mieliśmy w domu, mały wilczurek. On ze mną polazł na wypas i ja jego podobiznę w kawałku drewna wystrugałem. To mi zostało, bo wszyscy to oglądali i mówili, że to poprawne, tak jakbym umiał – mówi rzeźbiarz. To właśnie podczas tych codziennych zajęć Marian Bucała obserwował prozę życia mieszkańców beskidzkich gospodarstw , z której czerpał inspiracje do swej twórczości. - Od małego obserwowałem przyrodę i ludzi, ale nie dla bojek (plotek – przyp. red.), tylko z ciekawości świata.- opowiada Marian Bucała.

 

Grzegorz Wysmołek / Sylwia N. Semik
 
Cały artykuł można przeczytać w najnowszym wydaniu Miesięcznika Samorządowego ZIEMIA SUSKA, który jest już do nabycia w punktach z prasą. 
 

Miesięcznik Samorządowy do nabycia w:

-InterMarche
-Market Kicek ul. Nad Skawą 1
-Market Jasień ul. Błądzonka
-Sklep Barwinek koło szpitala
-Market Pod Wiązem ul. Piłsudskiego 1
-Sklep wielobranżowy przy PKS
-Punkt Ksero na terenie szpitala
-Sklep Żabka ul. Mickiewicza
-Sklep CH Urbańscy (pasaż)
-Miejski Ośrodek Kultury – Zamek ul. Zamkowa 1
 

Co, gdzie, kiedy?